fbpx

Marcin Malawko o meczu Jagiellonia Białystok – Cracovia

Wymęczone 3 punkty pozostały w Białymstoku

Jagiellonia pokonała w sobotę Cracovię, choć zwycięstwo to zostało wywalczone nie bez problemów i z niekoniecznie przyjemnymi przygodami po drodze. To jednak pierwszy triumf od sierpnia i przełamanie złej passy, więc nie wypada się nie cieszyć. Zaczęło się najgorzej jak mogło. Już w 9. minucie po stałym fragmencie gry pilkę głową wpakował do siatki Michal Siplak. Winę za tak zły początek można podzielić na co najmniej trzech zawodników – obu stoperów i Guilherme. Na odpowiedź Jagi nie trzeba było jednak długo czekać, bo już 120 sekund później po błędzie stoperów Cracovii i Michala Peskovicia, brawurowy rajd zwieńczył golem Patryk Klimala. Nie byłoby jednak tej bramki bez wyśmienitego wyprowadzenia piłki z własnej połowy i jeszcze lepszego, inteligentnego podania Pospisila. Czech w ostatnim meczu przypominał zresztą swoją lepszą wersję z początku sezonu – podawał, rozgrywał, był obecny. A więc chyba dobry środek pola to klucz do dobrej gry białostoczan.

Klimala się „ogarnął”

Ważny w tej kwestii jest też bez wątpienia Patryk Klimala. Wyszydzany i wyśmiewany (również przeze mnie), wreszcie częściej stwarza zagrożenie pod bramką niż jest na spalonym, częściej celebruje zdobyte bramki niż kłóci się z sędzią. Słowem – „ogarnął się” w jednym z ostatnich momentów i pokazał, że niepotrzebny jest na Podlasiu serbski „Ogień”. Dużo lepsze efekty dało okiełznanie tego naszego, który wcale nie kosztował ponad pół miliona euro. W sytuacji bramkowej Patryk zachował się perfekcyjnie. Dużo dało podanie Prikryla, czy świetne wyprowadzenie piłki przez Runje, ale z takiej pozycji nie każdy miałby odwagę strzelać. Jeśli już coś takiego wychodzi, to można uznać to za gol z serii „Stadiony świata”. I jeśli Klimala utrzyma formę, można mu wróżyć, ze zagra na największych stadionach świata, już całkiem niedługo.

Dawne grzechy i szczęście w końcówce

Jagiellonia nie byłaby sobą, gdyby to zwycięstwo osiągnęła pewnie i spokojnie. Innego rywala z Krakowa (Wisłę) ograła w sierpniu spektakularnie (3:2, hat-trick Imaza), ale po nerwówce, tutaj również nie obyło się bez błędów. Pelle van Amersfoort wykiwał pół obrony gospodarzy, Arsenić potknął się o nogi Romanczuka, a po tym wszystkim na 2:2 wyrównał Rafa Lopes. Do tego wszystkiego bardzo niepewny w bramce był Damian Węglarz. Dwukrotnie ratowali go koledzy. Wreszcie, w 82. minucie dzięki świetnemu przeglądowi boiska Pospisila i dobrym zachowaniu Bidy, wynik ustalił Taras Romanczuk. To piąte zwycięstwo żółto-czerwonych w tym sezonie, które plasuje ich na 4. miejscu w tabeli. Najważniejsza wydaje się jednak przełamana zła forma i pierwsze 3 punkty od sierpniowego meczu z Koroną Kielce.

Marcin Malawko

 

Miejsce na twoją reklamę

Chcesz zareklamować się na portalu z ogromną ilością wyświetleń? Bardzo dobrze trafiłeś!!! To jest miejsce gdzie w dobry sposób pokażesz swoją firmę.

Jedna odpowiedź do “Marcin Malawko o meczu Jagiellonia Białystok – Cracovia”

Możliwość komentowania została wyłączona.

Miejsce na twoją reklamę

Chcesz zareklamować się na portalu z ogromną ilością wyświetleń? Bardzo dobrze trafiłeś!!! To jest miejsce gdzie w dobry sposób pokażesz swoją firmę.