Bramkarz hiszpańskiego klubu Lorca FC Piotr Gorczyca: Pandianiemu się nie odmawia i od zawsze marzyłem, żeby grać w Hiszpanii

Piotr Gorczyca, bramkarz hiszpańskiego klubu Lorca FC, występującego w Tercera Division, specjalnie dla Galaktycznego Futbolu opowiedział o swojej karierze.

22-letni Piotr Gorczyca w Hiszpanii występuje od lipca ubiegłego roku. Jest to już jego druga przygoda z zagranicznym klubem. W przeszłości był graczem niemieckiego Hessen Kassel. Na polskich boiskach, wychowanek MOSP Białystok, kilkakrotnie zmieniał barwy klubowe.

Do Lorki trafił pod skrzydła Waltera Pandianiego, którego chyba nie trzeba przedstawiać. Niespełna 44-letni Urugwajczyk, mający za sobą bogatą karierę piłkarską w takich klubach jak m.in. Deportivo La Coruna, RCD Mallorca, Birmingham, Villareal, Osasuna czy Espanyol. Prawie 300 występów w La Liga i 40 meczów w Lidze Mistrzów.

Walter Pandani, niestety były już szkoleniowiec Lorki, jest wielbicielem talentu polskiego bramkarza. Jakiś czas temu na Twitterze pojawił się wpis urugwajskiego szkoleniowca, w którym stwierdził, że Piotr Gorczyca dzięki swojej pracy będzie w przyszłości powołany do reprezentacji Polski.

 

 

Kilka słów o sobie na początek. 
Witam, nazywam się Piotr Gorczyca, pochodzę z Białegostoku i tam stawiałem pierwsze kroki w swojej piłkarskiej przygodzie. Moim pierwszym klubem był MOSP Białystok i co ciekawe zaczynałem jako napastnik. Po krótkim czasie przeniosłem się do Jagiellonii rocznika 1995-1996 i tam na poważne zacząłem grać na pozycji bramkarza. Trenerem w „Jadze” był Samuel Tomar i to jego zawsze będę uznawał za swojego pierwszego trenera, a zarazem tego który najwięcej mnie nauczył.
Z młodzieżowej drużyny Jagiellonii Białystok trafił Pan do Ślęzy Wrocław, a a następnie do niemieckiego Hessen Kassel. Jakie były kulisy tego transferu?
Tak naprawdę to z Jagiellonii miałem się przenieść do drugiego zespołu Śląska Wrocław z możliwością trenowania w pierwszym, ale właściciele Jagiellonii nie chcieli mnie puścić i zarządali maksymalnego ekwiwalentu za wyszkolenie, mimo iż żadnej umowy nie miałem z nimi podpisanej (klub zaproponował mi kontrakt, ale już wcześniej była mowa o zmianie klubu i razem z rodzicami zdecydowaliśmy, że chcemy coś zmienić).
Pół roku spędziłem w rezerwach Śląska Wrocław i nawet jeden sparing zagrałem w pierwszym zespole, ale kluby dalej nie potrafiły się dogadać. W zimę znajomy z Niemiec spytał się czy razem z bratem nie chcemy spróbować swoich sił w Regionalliga w KSV Baunatal. Pojechaliśmy na tydzień, brat został ale w innym klubie, a ja miałem czekać na decyzję trenera bramkarzy Michaela Gibhardta, który sam nie wiedział czy zostanie w Baunatal czy pójdzie do KSV Hessen Kassel.
Wróciłem do Polski i zacząłem trenować ze Ślęzą Wrocław, gdzie została wykupiona moja karta zawodnika (ekwiwalent był dużo niższy i Jagiellonia nie robiła problemów).
W międzyczasie Gibhardt zmienił klub i on naciskał, żebym przeniósł się do Niemiec. W Niemczech okienko było zamknięte, więc musiałem do lata zostać w Ślęzie.
Jak wspomina Pan pobyt w Niemczech? 
Wiele się nauczyłem, ponieważ jest to inna szkoła bramkarska niż w Polsce. Moim mankamentem była gra nogami, to znaczy ja tak nie myślałem, bo lubiłem podejmować ryzyko i grać krótko, ale w Niemczech dopiero zacząłem używać lewej nogi, uderzać piłkę wolejem i być tym nowoczesnym bramkarzem, który jest „11” zawodnikiem z pola. Do tego rywalizowałem z dwoma bardzo dobrymi bramkarzami – Kevin Reuhut i Niklas Hartmann, obaj z przeszłością w wyższych ligach i to także dzięki nim nauczyłem się wiele.
Niestety przez 2 lata częściej byłem drugim, bądź trzecim bramkarzem i grałem przeważnie w rezerwach. W lidze zagrałem tylko 1 spotkanie, ale miałem przyjemność zagrać w sparingach przeciwko FC Köln (5:3 wygraliśmy) i przeciwko Borussi Mönschengladbach (6:1 przegraliśmy). Oba zespoły grały pierwszymi skladami. (Olkowski, Horn, Modeste, Thorgan Hazard, Raffael, Dahoud, Schulz i wielu innych).
Dlaczego zdecydował się Pan na powrót do Polski? 
Nie chciałem wracać do Polski, a jeśli już to tylko z możliwością gry w  1 lidze. Skończył mi się kontrakt w KSV i niestety klub miał problemy finansowe, więc sporo zawodników odeszło w tym czasie.
W Polsce pojechałem na testy do Chrobrego Głogów, ale mieli trzech bramkarzy. Później dostałem ofertę z Eintrachtu Stadtallendorf (także Regionalliga), ale nie podpasowały mi warunki i liczyłem, że bez problemu coś znajdę lepszego, bo był temat wyjazdu do Belgii. Czas mijał, a dalej nic nie miałem. W sierpniu Ślęza poszukiwała bramkarza i poszedłem potrenować, ale czekałem też na jakąkolwiek inną ofertę. I 29 sierpnia dostałem propozycję testów w litewskiej ekstraklasie – FK Jonava z dużym prawdopodobieństwem, że podpiszę kontrakt, bo bramkarz złapał poważną kontuzję. Pojechałem razem z narzeczoną, wtedy dziewczyną, żeby zobaczyć jak to wygląda, trenowałem 3 dni, ale okazało się, że bramkarz jednak nie ma aż tak poważnej kontuzji i wróciłem do Ślęzy.
Jak przebiegała Pana kariera na rodzimych boiskach?
W rundzie jesiennej zagrałem w drużynie Ślęzy rozegrałem 10 meczów, nie przegraliśmy żadnego i z 17 miejsca w tabeli wylądowaliśmy na trzecim. Zimą pojawiły się opcje: Puszcza Niepołomice (test mecz, 1:0 wygraliśmy, ale trener zadzwonił do mnie i podziękował), Legionovia Legionowo, ale zaryzykowałem i pojechałem na testy do 1 ligi do Pogonii Siedlce, gdzie złapałem grypę żołądkową i na tym się skończyło. W Ślęzie nie byli zadowoleni z tego, że szukałem klubu i posadzili mnie na ławce. Zagrałem tylko jeden mecz i to z kontuzją nadgarstka, która wydłużyła moją przerwę aż do końca rundy. Wróciłem do Białegostoku i zacząłem szukać nowego klubu. Skończył mi się w Polsce „młodzieżowiec”, więc utrudniło to zadanie. Znowu czekałem prawie do końca okienka na jakieś oferty, pisałem do różnych osób, ale koniec końców zdecydowałem się na powrót na stare śmieci – MOSP Białystok założył zespół seniorski, grałem jako zawodnik i dodatkowo trenowałem młodych bramkarzy. W zimie przeniosłem się do Zambrowa. Rozegrałem 6 meczów plus resztę w pucharze, który wygraliśmy. I tak wyglądał mój powrót do Polski.
Latem 2019 roku w mediach społecznościowych pojawiła się informacja o Pana przenosinach do hiszpańskiego klubu Lorca FC. 
Zacznę od tego, że to wszystko dzięki Danielowi Sobisowi, który jest od lata moim agentem. Postawił sprawę jasno:
– Słuchaj Piotrek, trenerem jest Walter Pandiani, widział twoje video i chce ciebie mieć w swoim zespole. Finansowo może nie wygląda to za dobrze, ale to jest szansa na przyszłość.
Muszę zaznaczyć, że Lorca nie była pierwszą opcją, bo wcześniej dostałem propozycję z ekstraklasy Kosowa – FC Llapi (nawet w gazecie tamtejszej napisali, że przechodzę do nich), dużo lepsze warunki finansowe i w końcu pierwszym poziom rozgrywkowy.
Koniec końców Pandianiemu się nie odmawia i od zawsze marzyłem, żeby grać w Hiszpanii.
Czy może Pan przybliżyć szczegóły kontraktu? 
Do końca lata mam umowę z klubem i jak już wcześniej wspomniałem, że „kokosów” się tutaj nie zarabia. Lorca pod względem infrastruktury to jest co najmniej Segunda División, ale finansowym niestety wypada najgorzej w lidze. Szczegółów nie zdradzę, może kiedyś (śmiech).
Jaki jest poziom rozgrywek w Tercera Division w porównaniu do np. polskiej trzeciej ligi?
Poziom jest zbliżony do 1-2 ligi polskiej, wszystko zależy od zespołu. Tutaj jest mniej walki fizycznej niż w Polsce, a więcej krótkiego grania.
Ile czasu poświęca Pan na treningi w Hiszpanii? Proszę przybliżyć dzień piłkarza w takim klubie jak Lorca.
Okres przygotowawczy był jednym z najcięższych w mojej karierze, ale w lidze jest spokojniej. Trenujemy z rana o 10, a jeśli mamy dwa treningi to drugi o 17 bądź 19, w zależności od pogody. Jeden dzień w tygodniu jest wolny i albo jest to pierwszy dzień po meczu albo drugi. Mecze są rozgrywane najczęściej w niedzielę.
Co do samych treningów i tego jak wygląda dzień to w szatni zawsze musimy być 30 minut przed rozpoczęciem treningu. Po treningach kto jest chętny może iść na siłownię, ale nie jest to obowiązek. Później tak zwana „siesta” i drugi trening.
Treningi i szkolenie. Różnice między Polską a Hiszpanią.
W okresie przygotowawczym mieliśmy raz, maksymalnie dwa siłownię w ciągu tygodnia. W sezonie bardzo rzadko, kto chce to chodzi.
Mamy sporo taktyki, analiz, ale przede wszystkim o wiele więcej małych gier, treningów strzeleckich, prawie po każdym treningu.
Trening bramkarski skupia się na grze nogami, szybkości. Hiszpańscy trenerzy bramkarzy lubią dodawać do swoich treningów różnego rodzaju atrybuty – maty z poślizgiem, pilki tenisowe, boxy itp.
Ostatnio na Twitterze pojawiła się wypowiedź trenera Pandianiego, który bardzo mocno komplementował Pana umiejętności. 
Przyznam, że jeśli czyta się takie słowa i wypowiada to człowiek, który ma prawie 300 występów w La Liga, 40 w Lidze Mistrzów, to automatycznie podnosi się pewność siebie i chęć do działania. Gdziekolwiek grałem wcześniej to nie za często słyszałem pochwały, a w szczególności od takich osób. Trener Pandiani to zarówno świetny szkoleniowiec, ale przede wszystkim wspaniały człowiek. Przy nim nie dajesz z siebie 100%, tylko co najmniej 200 i cały czas chcesz więcej.
Miałem trudną sytuację rodzinną i akurat stało się to tydzień przed ligą. Nie rozpowiadałem tego w zespole, ale jakoś trener sam się dowiedział i na następny dzień dostałem takie wsparcie, że nie musiałem wracać do domu, a chciałem zagrać ten mecz i podziękować w ten sposób trenerom i chłopakom.
Za to co zrobił i że dał mi szansę bycia w Hiszpanii będę mu do końca życia wdzięczny.
Czego życzyć Panu w rozpoczętym Nowy Roku?
Przede wszystkim zdrowia, żeby kontuzji nie było i żeby jak najszybciej dołączyć do elity hiszpańskiej piłki.
Dziękuję za rozmowę.

Grzegorz Sawicki

Miejsce na twoją reklamę

Chcesz zareklamować się na portalu z ogromną ilością wyświetleń? Bardzo dobrze trafiłeś!!! To jest miejsce gdzie w dobry sposób pokażesz swoją firmę.

Jedna odpowiedź do “Bramkarz hiszpańskiego klubu Lorca FC Piotr Gorczyca: Pandianiemu się nie odmawia i od zawsze marzyłem, żeby grać w Hiszpanii”

Możliwość komentowania została wyłączona.

Miejsce na twoją reklamę

Chcesz zareklamować się na portalu z ogromną ilością wyświetleń? Bardzo dobrze trafiłeś!!! To jest miejsce gdzie w dobry sposób pokażesz swoją firmę.