Osobowości niższych lig. Dawid Czyż, administator mediów społecznościowych Lubuszanina Trzcianka: To nie praca, to hobby, które rozwija się z roku na rok - GalaktycznyFutbol
2896
post-template-default,single,single-post,postid-2896,single-format-standard,bridge-core-1.0.6,ajax_fade,page_not_loaded,,qode_grid_1300,footer_responsive_adv,hide_top_bar_on_mobile_header,qode-theme-ver-18.5,qode-theme-starflix,disabled_footer_top,wpb-js-composer js-comp-ver-6.0.5,vc_responsive

Osobowości niższych lig. Dawid Czyż, administator mediów społecznościowych Lubuszanina Trzcianka: To nie praca, to hobby, które rozwija się z roku na rok

Osobowości niższych lig. Dawid Czyż, administator mediów społecznościowych Lubuszanina Trzcianka: To nie praca, to hobby, które rozwija się z roku na rok

W kolejnej odsłonie cyklu „Osobowości niższych lig” moim gościem był Dawid Czyż, który zajmuje się administracją mediów społecznosciowych w IV-ligowym Lubuszaninie Trzcianka. Klub, który, nie ukrywam, darzę wyjątkową sympatią. Dawid opowiedział o swojej pracy, o hobby, o Lubuszaninie, tak kochanym przez trzcianecką społeczność.

Witam Dawid. Często gościsz na łamach Galaktycznego czy wcześniej Futbol.pl i z pewnością czytelnicy kojarzą Twoją osobę. Proszę przedstaw się nowym kibicom portalu, którzy dołączyli i dołączają do sympatyków GF.

Cześć! Nazywam się Dawid Czyż, obecnie mieszkam w Trzciance i zawodowo jestem podinspektorem ds. promocji i współpracy z mediami w Urzędzie Miejskim Trzcianki. Od blisko dwunastu lat zajmuję się prowadzeniem strony internetowej MKS Lubuszanin Trzcianka oraz jego profili w mediach społecznościowych.

Skąd zainteresowanie futbolem?

Piłka nożna towarzyszy mi od najmłodszych lat, ciężko powiedzieć dlaczego akurat futbol. Mój tata był kiedyś bramkarzem w Pogoni Łobżenica i myślę, że to miało duży wpływ, na to że jako mały chłopak kopałem piłkę i oglądałem mecze w telewizji.

Czy uprawiałeś, a może wciąż uprawiasz czynnie sport?

Zawsze starałem się aktywnie spędzać czas grając w piłkę nożną albo jeżdżąc na rowerze. Nigdy jednak nie uprawiałem sportu bardziej profesjonalnie, będąc zawodnikiem klubu, a swój „kunszt” piłkarski szlifowałem na osiedlowych boiskach. Moimi sukcesikami sportowymi było reprezentowanie szkoły w czasach podstawówki i liceum w lekkoatletyce, koszykówce czy w piłce nożnej. Byłem nawet na liście rekordzistów szkoły podstawowej w biegu na 400 metrów! (śmiech) Kiedyś, przez przypadek oczywiście, wraz z kolegami aktywnie uczestniczyłem w treningu ekstraklasowej Amiki Wronki, która przebywała na zgrupowaniu w Trzciance. Nie zapomnę jak Paweł Kryszałowicz podawał ze mną piłkę, to było coś wspaniałego dla młodego chłopaka! Sportem, który wysoko stoi w mojej hierarchii jest cały czas kolarstwo, które lubię uprawiać i które lubię oglądać w telewizji. Mam to szczęście, że w ciągu ostatnich dwóch lat, dwukrotnie koordynowałem organizację mety etapowej i przebieg międzynarodowego wyścigu kolarskiego Bałtyk – Karkonosze Tour w Trzciance. Do obecnie uprawianych sportów dorzuciłbym również turystykę górską, która jest moją pasją od kilku lat.

Kto zaszczepił w Tobie miłość do Lubuszanina? Od kiedy kibicujesz Lubu?

Hmm… W sumie to ta miłość przyszła sama. W 2002 roku, mając 12 lat usłyszałem wielką radość i śpiewy na trzcianeckim stadionie i jak poinformował mnie tata, Lubuszanin awansował do ligi okręgowej. Wcześniej niezbyt interesowałem się wynikami trzcianeckiego Lubu, ale słowo „awans” zrobiło wówczas na dwunastolatku ogromne wrażenie i tak zaciekawiony wybrałem się na pierwszy mecz ligowy w sezonie 2002/2003. Lubuszanin zagrał przed własną publicznością z Zamkiem Gołańcz i zremisował 1-1. Pobyt na meczu zespołu z Trzcianki zrobił na mnie wrażenie i miejsce to stało się moim drugim domem. Spotkania śledziłem z kolegami, z bratem, czasami z całą rodziną, dziewczyną i tak jest do dzisiaj. Kilka meczów opuściłem ze względu na studia czy później pracę, jednak w zdecydowanej większości pojedynków uczestniczę. Jeżeli miałbym podawać procenty, to myślę, że od 2002 roku byłem na 95% meczach Lubuszanina w Trzciance. Oczywiście meczów wyjazdowych można tutaj już mniej policzyć, ale jest ich sporo i tam jestem również obecny.

Jak i kiedy zaczęła się Twoja praca w trzcianeckim klubie?

To nie praca, to hobby, które rozwija się z roku na rok i daje mi wyłącznie satysfakcję oraz doświadczenie. Jeszcze w gimnazjum prowadziłem bloga o Lubuszaninie. Po pewnym czasie zrezygnowałem i po przerwie, w maju 2008 roku założyłem www.lubuszanin.futbolowo.pl. Działa ona do dzisiaj, a małymi krokami liczba odwiedzin strony dobija do 5,5 miliona. 28 sierpnia 2013 roku pojawił się pierwszy wpis na profilu facebookowym lubuszanin.futbolowo.pl. Był to kolejny etap rozwoju projektu – strony internetowej Lubuszanina Trzcianka. Z czasem portal się rozwijał i powstały również profile na YouTube oraz Instagramie. Dzisiaj, nasz fanpage ma już ponad 3 tysiące polubień, a nowi fani przybywają systematycznie, o czym czytelnicy Galaktycznego Futbolu mogli przekonać się w niedawnych rankingach, które publikujesz. Przez ten czas, strona towarzyszy klubowi w sukcesach jak i porażkach, a kibice, obserwując nas, robią to razem z nami! Jeżeli mogę, to chcę podziękować wszystkim za aktywność, za wsparcie i kibicowanie Lubuszaninowi! Dzięki, że jesteście z nami! „Z nami” piszę z premedytacją, gdyż w prowadzeniu strony pomaga mi mój brat Daniel, sam nie dałbym rady w taki sposób robić bezpośrednich relacji z meczów i jednocześnie zdjęć.

Często spotykam się ze stwierdzeniem laików: A cóż to za problem prowadzić w małym klubie social media. Co odpowiesz na takie stwierdzenie?

Obecnie social media przepełnione są różnego typu profilami i informacjami. Klubom z niższych lig jest trudniej przebić się i zwiększyć zasięgi swoich informacji niż klubom ekstraklasowym, czy I, II-ligowym. Z pewnością trzeba trafić z bardzo oryginalnym i chwytliwym tematem, żeby zaistnieć oraz zostać zauważonym, zwłaszcza że zdecydowana większość osób zajmujących się social mediami w niższych ligach ma ograniczone środki budżetowe, sprzętowe, posiada także obowiązki zawodowe, a tworzenie contentu jest dodatkiem do ich życia i pasją. Uważam, że wśród osób zajmujących się mediami społecznościowymi takich klubów jest wielu, którzy mają bardzo dużo ciekawych pomysłów, ale brak im czasu oraz możliwości.

Czym jest dla Ciebie Lubuszanin Trzcianka? Znamy się już kilkanaście miesięcy i wiem, że klub zajmuje szczególne miejsce w Twoim życiu?

To prawda, znamy się kilkanaście miesięcy, dlatego wiem, że na pewno zaraz zapytasz mnie o hasztag #ModaNaLubu (śmiech), to od razu odpowiem – Lubuszanin Trzcianka można opisać również innym hasztagiem #RodzinaLubu. Wszyscy zawodnicy, działacze i kibice są niczym rodzina, zawsze tak było. Jeżeli chodzi o mnie, to prawda, że Lubuszanin zajmuje szczególne miejsce w moim życiu, każdy sukces czy porażkę przeżywam ze zdwojoną siłą, a zaraz po zakończeniu meczu już niecierpliwie czekam na kolejny. To chyba taki nałóg…

Jak wygląda Twoja praca od kuchni?

W tygodniu wstaję rano, idę do pracy w Ratuszu, po powrocie chwila relaksu i zasiadam do przygotowywania materiałów na stronę. Jeżeli jest więcej czasu to tworzę coś bardziej ambitnego. Tworzę grafiki na wydarzenia facebookowe oraz plakaty na najbliższe mecze Lubuszanina oraz wysyłam je do drukarni. Podczas meczów tworzymy relację tekstową na żywo na facebooku oraz na stronie internetowej, a także robimy zdjęcia. Po meczu powrót do domu, zgranie zdjęć, segregacja, wybór tych, które pojawią się na stronach, włącznie z tym głównym do opisu meczu. Wrzucenie opisu meczowego na strony i na facebooka, a także uzupełnienie składu Lubuszanina w celach statystycznych. Sporo czasu to pochłania, nie ukrywam. Do tego co jakiś czas dochodzą różnego rodzaju filmiki, które można oglądać na facebooku oraz na youtube.

Czy za pomysłami, które mają na celu promocję klubu stoi Twoja osoba?

Staram się podsuwać pomysły do klubu. Te, które można oglądać na stronie są mojego autorstwa. Drobne akcje promocyjne realizuję sam, jednak te większe są konsultowane z klubem, bo też wymagają zaangażowania władz, np. przedsezonowe prezentacje drużyny. Kibice mają wtedy szansę bezpośrednio porozmawiać z zawodnikami, poznać plany zarządu oraz poznać nowe twarze w zespole.

Jeżeli tak, to opowiedz proszę o najbardziej spektakularnych akcjach marketingowych.

Może nie spektakularną, ale fajną akcją jest właśnie #ModaNaLubu, sporo osób na nią zwróciło uwagę. Tego określenia używają także zawodnicy, kibice oraz dziennikarze i na dobre zostało już powiązane z naszym klubem. Co najważniejsze, jest to skuteczna akcja, było to widać w minionych dwóch sezonach, kiedy trzcianeckie trybuny znacząco się zapełniały fanami. Staramy się przyciągnąć na stadion jak najwięcej kibiców, a akcja #ModaNaLubu jest skuteczna. Częścią niej było także #ChodzęNaLubu, przygotowane typowo dla użytkowników facebooka, a nakładki na zdjęcia profilowe pojawiały się z prędkością błyskawicy na „profilówkach” kibiców Lubuszanina.

Podczas naszych pierwszych rozmów, gdy zbierałem materiały do dużej publikacji o Lubuszaninie, mój podziw wzbudzili kibice i atmosfera na stadionie. Skąd w Trzciance tzw. „moda na Lubu”?

W Trzciance od zawsze panowała „Moda Na Lubu”. Lubuszanin jest w mieście i gminie czymś więcej niż klubem. To styl życia, to bogata historia, to duma z sukcesów. Na ulicach miasta i okolicznych wsi mówi się o wynikach „Lubu”. W minionym sezonie średnio na mecze przychodziło 300-400 osób, przyjeżdżali i przyjeżdżają również kibice z okolicznych miejscowości, co pokazuje jaką pozycję zajmuje klub w regionie. Zauważalny jest fakt, że na mecze Lubuszanina, oprócz stałych fanów, przychodzą coraz liczniej rodziny, ojcowie z córkami, matki z synami, dziadkowie z wnuczkami. To cieszy.

Nie brakuje czasem doby, aby pogodzić obowiązki w klubie z praca zawodową?

Bardzo często brakuje czasu, to fakt. Oprócz prowadzeniem mediów Lubuszanina, na co dzień zajmuję się promocją gminy Trzcianka i współpracą z mediami, wiąże się to z wieloma godzinami spędzonymi w pracy również popołudniami, w weekendy czy w święta. Do tego w ostatnim czasie dochodzi udział w nowym projekcie, o którym póki co nie chcę głośno mówić. Wolny czas poświęcam także na samodoskonalenie oraz poświęcam go rodzinie i mojej dziewczynie Justynie.

Myślisz, że w ciągu najbliższych 2-3 lat będziemy mówić: Trzecioligowiec z Trzcianki

Chciałbym. Klub chce stawiać na młodzież i myślę, że razem z doświadczonymi zawodnikami i ikonami Lubuszanina, taki zespół może odnieść sukces. Wiadomo, że awansować jest łatwiej niż grać systematycznie poziom wyżej, ponieważ tutaj wchodzą już zdecydowanie większe pieniądze.

Jakieś ciekawe wydarzenia, który utkwiły Ci w pamięci podczas spotkań Lubuszanina.

Oj tak, takich wydarzeń było sporo. Gdybym je miał wszystkie wypisać, to powstałaby mała książka (śmiech). Może zacznę od wesołej, a dalej już będzie nostalgicznie.

Śmiesznie było w ubiegłym sezonie, kiedy Lubuszanin grał w Trzciance ze Zjednoczonymi Trzemeszno, w barwach których występował były zawodnik Lubu – Mateusz Kaczor. W jednej  akcji, Krystian Feciuch pomylił się i podał piłkę właśnie do Mateusza, co wywołało śmiech u zawodników i kibiców.

Na pewno w pamięci zapadł mi awans Lubuszanina do III ligi w sezonie 2008/2009. Losy awansu miały rozstrzygnąć się podczas ostatniej kolejki, a nasz zespół tracił dwa punkty do lidera – Sokoła Pniewy. Lubuszanin grał na wyjeździe w Szamotułach, gdzie wygrał 2-1. Cała Trzcianka wstrzymała oddech i czekała na wiadomość z wyjazdu Sokoła do Wróblewa. W końcu pojawiła się informacja, że Sokół zremisował 1-1, co dawało Lubu awans. Pamiętam przeciągające się chwile napięcia, czy to potwierdzony wynik… i… tak! Lubuszanin awansował z przewagą jednego gola. Nie mogłem pojechać na ten mecz, ale pamiętam niesamowite emocje, łzy szczęścia i trzęsące się dłonie, bo stało się coś historycznego. Oczywiście kibice wspaniale przywitali naszych zawodników w Trzciance, filmik przedstawiający te niesamowite chwile można znaleźć na youtube.

Szczególne miejsce w mojej pamięci zajmują także mecze o Puchar Polski. Niesamowite mecze na szczeblu wojewódzkim, dwukrotnie w Trzciance z Polonią Środa Wielkopolska. Zwłaszcza mecz finałowy, podczas którego na trybunach zasiadło blisko trzy tysiące kibiców! Wspaniałe kibicowskie święta przygotowane były także przez trzcianeckich kibiców podczas finałów w Pile. Niezwykle emocjonujący mecz, z dobrą oprawą kibicowską, w sezonie 2018/2019 w Wieleniu, kiedy Lubuszanin w doliczonym czasie gry zdobył zwycięskiego gola, dającego awans do finału. Wielkie emocje przeżywałem również w sezonie 2012/2013 podczas półfinału w Czarnkowie, Lubuszanin wygrał po rzutach karnych, a także w finale w Rosku. Nigdy nie zapomnę tej huśtawki nastrojów, zaczynając od prowadzenia i euforii, poprzez stratę bramki w ostatniej sekundzie doliczonego czasu gry, po rzuty karne i wygraną Nielby Wągrowiec. Takich chwil i emocji się nie zapomina.

Nie można zapominać o meczu barażowym o awans do III ligi z Centrą Ostrów Wielkopolski. Kibice Lubuszanina stworzyli najlepsze widowisko w regionie w ciągu ostatnich lat. Ponad dwa tysiące kibiców, wspaniały doping. Na pół godziny przed meczem brakowało już miejsc siedzących. Szkoda, że nasz zespół nie zdołał wówczas awansować.

Z bardziej odległych czasów pamiętam ostatnie ligowe derby powiatu z Notecią Czarnków, kiedy kibice Lubuszanina, mimo fatalnej pogody, zapełnili stadion do ostatniego miejsca, a nasz zespół wygrał 1-0. Dla 14-latka było to wielkie przeżycie, które z pewnością pogłębiło miłość do Lubu.

Pamiętam też mecz z Nielbą Wągrowiec w Trzciance, w sezonie 2012/2013, kiedy nasz zespół spadł z III do IV ligi. Nad stadionem rozszalała się burza i ulewa, na stadionie została garstka, może pięciu kibiców, w tym ja… nie róbcie tego samego.

Co Cię najbardziej urzeka w atmosferze niższych lig? Lubu występuje na piątym szczeblu rozgrywek, który ma swój urok. Ja najbardziej lubię określenie IV ligi jako „liga kowbojska”.

Myślę, że urokiem niższych lig jest ich regionalizm i lokalny patriotyzm wśród fanów. W zespołach grają zawodnicy, którzy pochodzą z danej miejscowości lub ościennych i to przyciąga kibiców. Na boisku mogą spotkać swojego sąsiada, kolegę z pracy, nauczyciela czy strażaka, bo przecież jest to futbol amatorski, a piłkarze chodzą normalnie do pracy. To co przyciąga kibiców, nie tylko w niższych ligach, to potrzeba identyfikacji z zespołem, poczucia że to jest mój zespół z mojego miasta lub z mojej wsi. Jeżeli odnosi on sukcesy, to tym bardziej rośnie zainteresowanie i duma z tego, że jesteśmy lepsi od sąsiednich miejscowości. Do tego dochodzą lokalne derby, które zapełniają stadiony czasami w nadkomplecie. To mobilizuje kibiców, a kibice mobilizują zawodników. Jedni i drudzy mają ze sobą styczność cały czas, nie są oddzieleni wielkimi płotami, ochroniarzami. Są po prostu nasi, są waleczni i oddają serce za dany klub i miejscowość, bo są stąd i grają dla tego miejsca.

Ligi niższe są wciąż traktowane raczej marginalnie przez media i centralne władze. To moje zdanie. Jak myślisz, czy ten stan da się odwrócić?

Myślę, że w najbliższym czasie nie zmieni się takie podejście do niższych lig. Dla mediów najciekawsze są ligi wyższe, tam gdzie się najwięcej dzieje. Jednak zdecydowana większość takich mediów powiela te same informacje, nie dodając nic od siebie… Cieszę się, że są wyjątki, np. Galaktyczny Futbol, prowadzony przez prawdziwego pasjonata piłki nożnej, który potrafi opisywać niższe ligi jak nikt inny.

Dawid Czyż dziś to…

Młody człowiek, z głową pełną pomysłów, chcący się rozwijać, nielubiący siedzieć w jednym miejscu.

Dawid Czyż za 5 lat to…

Trochę starszy młody człowiek, z jeszcze większym i bogatszym doświadczeniem, spełniający swoje marzenia.

Na koniec rozmów często pytam: Czego życzyć na nadchodzącą rundę? W obecnej sytuacji to pytanie dziwnie może zabrzmieć, gdyż nie wiemy czy runda wiosenna w ogóle wystartuje.

Najpierw niech liga wystartuje. Jak już do tego dojdzie, to oczywiście zdrowia, bo od tego trzeba zacząć. Klubowi życzyć kolejnych sponsorów, pozwalających spełniać zamierzone cele.

Dziękuję, że mogłem tak obszernie opowiedzieć o mojej pasji i pracy, którą wykonuję dla MKS Lubuszanin Trzcianka. Pozdrawiam wszystkich serdecznie. Do zobaczenia na stadionach!

Bardzo Ci dziekuję za rozmowę.

Grzegorz Sawicki

No Comments

Post A Comment