Osobowości niższych lig. Katarzyna Pijarowska, redaktor naczelny portalu "Futbol z Jajnikami": Marzenie? Zostać fizjoterapeutką Manchesteru United - GalaktycznyFutbol
2982
post-template-default,single,single-post,postid-2982,single-format-standard,bridge-core-1.0.6,ajax_fade,page_not_loaded,,qode_grid_1300,footer_responsive_adv,hide_top_bar_on_mobile_header,qode-theme-ver-18.5,qode-theme-starflix,disabled_footer_top,wpb-js-composer js-comp-ver-6.0.5,vc_responsive

Osobowości niższych lig. Katarzyna Pijarowska, redaktor naczelny portalu „Futbol z Jajnikami”: Marzenie? Zostać fizjoterapeutką Manchesteru United

Osobowości niższych lig. Katarzyna Pijarowska, redaktor naczelny portalu „Futbol z Jajnikami”: Marzenie? Zostać fizjoterapeutką Manchesteru United

Kolejnym gościem w cyklu „Osobowości niższych lig” jest Kasia Pijarowska, niezwykle barwna postać, bardzo rozpoznawalna w środowisku niższych lig piłkarskich w Polsce. Pani redaktor naczelny popularnego portalu „Futbol z Jajnikami”, opowiedziała o swojej pasji jaką jest groundhopping…i nie tylko.

Opowieść Kasi Pijarowskiej jest tak zajmująca, że nie ma sensu tracić czasu na zbędny wstęp z mojej strony. Zapraszam.

 

Witam. Na wstępie poproszę kilka zdań o sobie.

Mam 21 lat (jeszcze przez chwilę) i jestem zakochana w piłce nożnej od dziecka. Na co dzień studiuję fizjoterapię na CM UMK oraz trenuję muaythai. Uwielbiam każdy sport, jednak to piłka nożna jest na pierwszym miejscu w moim życiu ex aequo ze skokami narciarskimi, ale na nie jeżdżę tylko raz w roku. Każdy weekend spędzam na oglądaniu piłkarskich rozgrywek. Jest to dla mnie coś normalnego i nie wyobrażam sobie bez tego życia. Przez to co się teraz dzieje na świecie i wstrzymanie rozgrywek piłkarskich, czuję się jakby brakowało mi cukru w organizmie.

Skąd pasja której na imię futbol? Kiedy i jak „to” się zaczęło?

Pasję wszczepił we mnie tata. Grał w lokalnym klubie „Noteć” Łabiszyn a później zabierał mnie na mecze. Mama mówi, że miałam 4 lata, gdy poszłam na pierwszy mecz. Ja tego nie pamiętam, wtedy jeszcze nie wiedziałam czym w ogóle jest piłka nożna. Jak już byłam w pełni świadoma co to futbol to oglądałam go w TV. Niestety muszę się tu przyznać, że pierwszą drużyną, której kibicowałam była FC Barcelona, ale wtedy była moda na to. Dopiero brat mi pokazał Manchester United i to była miłość mojego życia. W 2012 roku wybudowali w Łabiszynie orlika. Od tamtej pory każdy dzień spędzałam na boisku – czy to udając, że gram i tylko kopiąc ze znajomymi piłkę, czy to oglądając jak grają starsi. W pewnym momencie wpadłam z koleżanką na pomysł, żeby zacząć trenować w gronie dziewczyn. Poprosiłyśmy Pana, który pilnował orlika aby był naszym trenerem – od razu się zgodził! I tak zaczęłyśmy trenować. Na pierwszym treningu frekwencja była spora jak na takie małe miasteczko. Przyszło około 15 dziewczyn. Czasami na treningach pomagali nam też chłopacy, którzy akurat przyszli pokopać piłkę do bramki. Z biegiem czasu zaczęło przychodzić coraz mniej dziewczyn, aż w końcu zostało nas 5 i już nie było sensu dalej tego ciągnąć. Chciałabym przy okazji podziękować naszemu trenerowi, że z nami wytrwał! Na pewno nie było to proste.

Bliski Ci polski klub to Zawisza Bydgoszcz. Z racji miejsca zamieszkania czy może „coś” więcej?

Teraz znowu muszę się przyznać, że nie byłam na żadnym meczu Zawiszy w B oraz A klasie. Pierwszy mój mecz Zawiszy (poza wcześniejszymi kilkoma wyjazdami na ekstraklasę ze szkoły) to sparing z KS Brzozą gdzie jednego z zawodników wywiozła karetka. Było to 12 sierpnia 2017 roku. Na następny mecz Zawiszy pojechałam dopiero rok później. Była to 1 rudna Okręgowego Pucharu Polski a ich przeciwnikiem byli sędziowie. Był to też długo wyczekiwany powrót do Bydgoszczy. Jednak od tego czasu zaczęłam się częściej pojawiać na ich meczach. Głównie przez to, że miałam w końcu bliżej. Okolice Potulic, gdzie wcześniej grali, były pustynią na mojej mapie odwiedzonych boisk piłkarskich. Niedawno zaczęłam dopiero jeździć na północ od Bydgoszczy. Wracając do tematu Zawiszy – od grudnia współpracujemy i myślę, że wychodzi nam to w miarę dobrze. Są tu wspaniali ludzie, z każdym się dogaduję no i robię to co kocham. Im dłużej tu działam to jednak bardziej się utożsamiam z Zawiszą.

Zawsze chciałam być neutralna, jeżeli chodzi o polską piłkę. Chciałam po prostu pojechać na mecz i porobić zdjęcia, żeby chłopaki mieli na pamiątkę. Zawsze miałam swoje ulubione drużyny, na które jeździłam częściej, ale co sezon to była inna drużyna i nie byłam nigdy więcej niż 5 razy. Wiadomo, teraz się to zmieni, ale groundhoppingu nie porzucam. Naprzód Świbie jeszcze na mnie czeka aż ich odwiedzę, a ja czekam na ich awans do A klasy (śmiech). Miłością mojego życia i tak zostanie Manchester United oraz Norwich City.

Kiedy powstał pomysł na portal „Futbol z jajnikami”?

Portal powstał w sierpniu 2016 roku. Przez pierwsze 2 lata prowadziłam go z koleżanką, ale nasze drogi się rozeszły. A skąd pomysł? Hmm.. w sumie trochę ściągnęłyśmy go od portalu „Pociąg do Futbolu”. Prowadzili to chłopaki z naszego województwa, więc miałyśmy na kim się wzorować. Wcześniej każda z nas robiła zdjęcia dla „Noteci” Łabiszyn, jednak te drogi również się rozeszły. Moje wcześniej, koleżanki później – ale dzięki temu powstało FzJ. Okazało się, że można jeździć nie tylko na swoją lokalną drużynę. Szczerze – przez długi okres czasu nie wiedziałam, że jeżdżenie po wsiach (i nie tylko) i oglądanie meczów ma swoją nazwę (groundhopping). Okazało się, że bardzo dużo osób robi to samo co my, ale w innych rejonach Polski. Dzięki temu poznałam całą masę fantastycznych ludzi! Z niektórymi mam kontakt na co dzień, z innymi jak jestem w ich okolicy. Jednak każdy jest otwarty na to, żeby się spotkać jak jest okazja i porozmawiać, obejrzeć mecz, napić się piwka. To jest coś wspaniałego!

Sama nazwa „Futbol z jajnikami” narodziła się na kanapie u mojego brata. Koleżanka zaproponowała, żeby stworzyć stronę na FB. Stworzenie strony – proste jak budowa cepa. Wymyślenie ciekawej nazwy – tu już tak łatwo nie było. Bardzo chciałam do nazwy włączyć coś związanego z osobami, które będą to prowadzić – dziewczynami. Także będąc po pracy w UK siedziałam na kanapie i myślałam – czasami to robię (śmiech).Tak po kilku godzinach i milionie beznadziejnych pomysłów wyszło Futbol z jajnikami. Wiadomo – zamysł był taki, że tylko piłka tu miała być, jednak okazało się, że hokej, siatka czy kosz też są fajne. Jednak -Groundhopping z jajnikami- już tak fajnie nie brzmi. Chociaż może powinno to być teraz „Nigdy na czas – Futbol z jajnikami”, ponieważ dużo osób co śledzi moje wyjazdy wie, że bardzo często się spóźniam.

Jakie miejsce w Twoim życiu zajmuje groundhopping?

Na pierwszym miejscu jest rodzina, na drugim spanie a na trzecim groundhopping.

Jeżdżę na mecze już tak długo, że ciężko jest w weekend usiedzieć w domu. Będąc na wakacjach – sprawdzam czy coś w okolicy nie gra. Czasami wakacje planuje pod wyjazd na mecze. Jednak czasami się zastanawiam czy może tego nie rzucić. Tylko nie wiem co bym wtedy robiła… Znajomi zazwyczaj i tak pracują w weekend, z rodziną zobaczę się po meczu i będę miała chociaż im o czym opowiadać, treningi mam rano – o 9 nikt na szczęście nie gra. Także myślę, że wybrałam bardzo przyjemną pasję.

Czy możesz w przybliżeniu podać liczbę meczów, na których byłaś?

Jako FzJ około 300, wcześniej na samej Noteci myślę, że by się też około 100 mogło nazbierać, jak nie więcej.

Ciekawe, humorystyczne wydarzenia na meczach niższych lig, które utkwiły Ci w pamięci.

Na pewno mecz w Klamrach! Jaki tam jest klimat! No i wspaniali ludzie!

Był to mecz B klasy – Tartak Klamry – Legia Chełmża II. Bramkarz Tartaku w 19′ dostał czerwoną kartkę i problem był w tym kto go zastąpi. Przecież nie było rezerwowego bramkarza. Wszedł zawodnik z pola i uwierzcie mi – to był mecz jego życia. Co on wyczyniał! Bramkarz udając się do szatni rzucił komentarz „przynajmniej na zero” co wywołało salwę śmiechu, a Tartak grając 80 minut w 10 z zawodnikiem z pola w bramce wygrał ten mecz 2:0.

Z trybun, co też zapamiętam na długo, to kibica z meczu Szubinianka Szubin – Dąb Barcin. Nikt nie miał pojęcia komu kibicuje pan komentator z trybun. Dawał „wskazówki” i jednym i drugim. Dowiedziałam się wtedy, że istnieje drużyna jak Dąb Łabiszyn (Dąb Barcin i Noteć Łabiszyn to najciekawsze derby powiatu Żnińskiego, kiedyś bardzo dobre kibicowsko były, bo drużyny nie darzą się za dużą sympatią). Łosie z Dąbu (tak z Dąbu) miały jak najszybciej wracać do domu po meczu, bo będzie na nich owy kibic czekał. Jelenie (a może Lejenie) z Szubina lepiej, żeby następnym razem trafili w piłkę. Śmiechu było co nie miara. W końcu wyproszono pana za przeklinanie. W drodze do bramy co chwilę się odwracał i dalej wyzywał obie drużyny. W końcu za bramą stanął i jeszcze z 10 minut krzyczał, ale już na trybuny nie dochodziły jego słowa, bo brama była oddalona o jakieś 200 metrów od boiska i trybun.

A najśmieszniejsza przyśpiewka jaką słyszałam to „ej ku**y gdzie macie rynek?”. Ogarniacie to? Nie mając pomysłu na przyśpiewkę trzeba się przyczepić do tego, że nie ma rynku w mieście.

Kobiety pracujące czy działające w polskiej piłce to ciągle niestety „wielkie halo”. Odniesiesz się do tego tematu?

Najgorsze stwierdzenie jakie słyszałam to „kobieta w szatni/busie/w drużynie przynosi pecha”. Gdybym miała się odnieść do tego tematu, tu bym musiała bardzo brzydkich słów użyć, bo inaczej się nie da. Dajcie nam szansę – tyle mogę powiedzieć.

A stwierdzenie, które przytoczyłam bardzo łatwo obalić – zobaczcie na RKS Okęcie Warszawa. Zuza Walczak jest tam asystentem trenera, Okęcie jest beniaminkiem w lidze okręgowej i jest wiceliderem tych rozgrywek. Ponieśli tylko dwie porażki przez całą rundę – gdzie tu pech? (śmiech)

Cieszy mnie jednak, że co raz więcej klubów odbiega od stereotypów i biorą do swojego teamu kobiety.

Wiem, że zwiedziłaś stadiony niższych lig w Anglii, będąc również na meczach. Jakie wrażenia?

Uwielbiam niskie ligi w UK! Dobra – byłam tylko na dwóch meczach, ale śledzę dużo stron o NonLeague. W Anglii jest zupełnie inne postrzeganie futbolu niż w Polsce. Tam ludzie na prawdę tym żyją! 9 liga w Anglii ma lepszy stadion niż większość okręgówek w Polsce… Na mecz 9 ligi przychodzi ponad setka ludzi, w Polsce na B klasie rzadko można spotkać więcej niż 20 osób (nie wiem nawet czy nie przesadziłam z tą ilością). Będąc na Wroxham dowiedziałam się, że największą frekwencją cieszy się FA Vase – ostatnio było 1200 osób! Gdzie u nas na OPP B klasy z B klasą by tyle osób przyszło, jeszcze gdyby trzeba było zapłacić za bilety to już w ogóle pewnie te 5 osób to by i tak wolało na drzewo się wspiąć niż zapłacić 5 zł za bilet. Ja jeżdżę na mecze dla piłki, a nie dla kibiców, ale NonLeague zrobiło na mnie takie wrażenie, że ciężko będzie to przebić. Chodzi głównie o to, że ludzie zapłacą te 7 funtów za bilet i nie będą marudzić, że to za dużo, że jak mają płacić za oglądanie jak się kopią po czołach. Płacą, wchodzą i kibicują! U nas ludzie nie dojrzeli do tego. Najlepiej, żeby wszystko było za darmo. Klub jednak za darmo się nie utrzyma. Tu jest największy problem i przykro mi, że to się nie zmieni.

Jak bliscy odnoszą się do Twojej futbolowej pasji?

Na początku w ogóle mnie nie wspierali. Co chwilę słyszałam od mamy „po co ty jeździsz na te mecze”, „zostałabyś w domu a nie znowu mecz”. Jednak teraz już się przyzwyczaili, że jeżdżę na mecze. Mama nawet była już dwa razy ze mną i jej się spodobało. Chrzestna z UK również co chwilę pisze kiedy przylecę i czy pójdziemy na Norwich. Myślę, że zauważyli, że sprawia mi to radość. Nie wyobrażasz sobie jaka jestem szczęśliwa jak ktoś z rodziny zapyta, gdzie się wybieram w następny weekend. Małe rzeczy a cieszą (śmiech)

Jaki obiekt piłkarski, a może obiekty chciałabyś odwiedzić?

Stadion Gwardii Koszalin, stadion Podbeskidzia, Estadio do Arruda, Si Jalak Harupat Stadium.. pełno ciekawych stadionów jest na całym świecie. Tutaj zazdroszczę Szczepanowi, który był na przepięknych obiektach!

Jakbyśmy cofnęli czas, to też podjęłabyś decyzję o zabawie w groundhopping?

Oczywiście! Myślę, że po wcześniejszych odpowiedziach można zauważyć jaka dla mnie to jest ważna rzecz.

Piłka nożna w niższych ligach jest traktowana po macoszemu przez centralne władze. To moje zdanie. Wypowiesz się?

Zgadzam się z tym. Nikogo wyżej nie interesuje skąd kluby wezmą pieniądze, czy przetrwają czy też nie. Niby powstała Piłka dla wszystkich, ale to poza promocją klubów nic więcej nie daje. Robią fajną robotę. Promowanie niskich lig zawsze będę szanować w każdym wydaniu.  Jednak jest ich za mało aby ta promocja przez „PZPN” poszła na większą skalę. Najlepszą promocję robią kluby same sobie. Np. Naprzód Świbie niszczy wszystkich w mediach społecznościowych ale jak znikną z piłkarskiej mapy Polski (odpukać) to centralne władze się tym i tak nie przejmą – ludzie by walczyli o nich i nie potrzeba tu promocji przez Piłkę dla wszystkich aby ludzie znali ten klub. Zobaczymy co centralne władze zrobią po zakończeniu sytuacji, która panuje na świecie. Czy się tym przejmą? Myślę, że coś na ten temat powiedzą ale czy pomogą? Uważam, że nie. Nikt nigdy się nie liczył z niskimi ligami i liczyć się nie będzie. Mur beton i tyle.

Tu duże propsy dla Pana Andrzeja Padewskiego – Prezesa DOLZPN, który jeździ na mecze niskich lig (włączył się w akcje 100/100 i miał dużo więcej meczów ode mnie). Zna drużyny, które grają w związku i na pewno nie pomyli drużyny, której miał wręczyć puchar za awans jak to miało miejsce u mnie w województwie.  Zawsze służy pomocą i dobrą radą.

Marazm „na dole” mimo tzw. boomu na niższe ligi trwa. Jak według Ciebie przekonać działaczy „małych” klubów, aby wyszli z opłotków?

Nie mam pojęcia. Niektórzy są zamknięci w swoim świecie, inni są otwarci na wszystkie propozycje i potrzebują tylko kogoś do pomocy. Jak przekonać tych zamkniętych w swoim świecie? Hmm… może pokazać jak to może fajnie funkcjonować – jak to wygląda u innych, ale czy to podziała… nie wiem.

Co Cię najbardziej urzeka w atmosferze niższych lig?

To, że nikt nie jest tam gwiazdą i zawsze ludzie są otwarci na rozmowę i często opowiadają swoją historię, która jest bardzo ciekawa.

Katarzyna Pijarowska dziś to… 

Dziewczyna, która kocha wolny czas spędza na oglądaniu meczów lub przerabianiu zdjęć z meczów.

Katarzyna Pijarowski za 5 lat to…

Fizjoterapeuta Manchesteru United, hahaha – takie marzenie.

Czego Ci życzyć na nadchodzące miesiące, trudne z pewnością dla wszystkich?

Zdrowia i cierpliwości.

Dziekuję bardzo za rozmowę.

No Comments

Post A Comment