Finansowanie klubów Niższych Lig z gminnych pieniędzy nie wszystkim jest w smak. Głos środowiska

Temat finansowania klubów Niższych Lig z publicznych pieniędzy wzbudza wiele kontrowersji. Szczególnie w obecnych, trudnych dla nas wszystkich czasach, pojawia się coraz więcej opinii osób, które są przeciwne takiej formie sponsorowania piłki nożnej na niższych szczeblach rozgrywek. W poniższej publikacji głos w tej sprawie zabrali przedstawiciele szeroko pojętego środowiska futbolu w naszym kraju.

Pomysł na odpytanie działaczy klubowych, zawodników czy też dziennikarzy, wziął się po wysłuchaniu osób, którym nie w smak jest fakt, że małe kluby są finansowane z pieniędzy miejskich czy gminnych władz. Komentarze typu: „Chcecie się bawić w piłkę, to sami za to płaćcie”, „Są ważniejsze sprawy, na które należy przeznaczać publiczne pieniądze”, „Bawcie się sobie na orliku”, „Nie umiecie zorganizować sobie funduszy, to zlikwidujcie klub” czy też „Dlaczego gmina ma sponsorować panów z brzuszkami, którzy raz w tygodniu spotykają się, aby pod przykrywką piłkarskiego meczu, nawalić się wódą po jego zakończeniu” itd., itd.

Temat wywołuje wiele kontrowersji nawet wśród bezpośrednio zainteresowanych. Część osób działających w małych klubach również uważa, że dofinansowanie z gminnych funduszy jest nieetyczne w obecnych czasach i jest źle postrzegane przez opinię publiczną. Niestety, komentarze tej treści są zamieszczane anonimowo lub wypowiadane w prywatnych rozmowach bez zgody na publikację.

Są też ludzie, i chwała im za to, którzy swoje zdanie wyrażają pod własnym nazwiskiem lub reprezentując klub. Dziś zamieszczam ich odpowiedzi na zadane przeze mnie pytanie:

Coraz częściej słyszy się głosy, że klubom z Niższych Lig nie należą się dotacje z urzędu miasta, gminy czy od lokalnych samorządów. Wiele osób niezwiązanych z piłką nożną twierdzi, że amatorskie zespoły, chcąc bawić się w futbol, powinny we własnym zakresie organizować środki finansowe. Czyli kolokwialnie mówiąc „poszukiwać prywatnego źródełka z kasą”. Jakie jest Twoje zdanie na ten temat?

Przemek Płatkowski, groundhopper, redaktor Retro Futbol i mediów Mazowieckiego ZPN: Obawiam się, że wraz z zakończeniem dotacji samorządowych, mielibyśmy największą zapaść amatorskiego futbolu w historii. Finansowanie przez miasto klubów z ekstraklasy i pierwszej ligi jest patologią naszej piłki, jednak dla wielu zespołów amatorskich to podstawa funkcjonowania. Sam znam przypadek, że klub upadł, bo gmina wycofała się z finansowania, ponieważ zespół z miejscowości, która jest siedzibą gminy, wszedł do okręgówki i potrzebował większych środków. Pamiętać trzeba, że lokalne kluby to nie sama gra w piłkę, to często także promocja miejscowości lub gminy, jak również szkolenie młodzieży. Choćby z tego względu przeznaczenie środków publicznych na lokalne kluby jest uzasadnione. W interesie każdej lokalnej społeczności powinien być rozwój fizyczny najmłodszych. Pozyskiwanie sponsorów? Im więcej źródeł finansowania, tym lepiej dla klubu, bo to daje mu więcej możliwości. Wydaje mi się jednak, że polska piłka amatorska nie jest gotowa na to, by odciąć ją od dotacji samorządowych. Wtedy będą grali tylko ci, których na to stać, a nie o to przecież w niższych ligach chodzi.

Poznań FC (wielkopolska Klasa A, grupa III): Jeśli chodzi o miasto Poznan to nic takiego nie istnieje. Gminy to co innego, tam jest hajs, ale oczywiście nie wszyscy chcąc dawać na to kasę. Utrzymujemy się ze składek członkowskich i naszej prywatnej kasa… i tak od zawsze. Dlatego próbujemy działać sami, jak teraz z boiskiem. Koszty wynajmu boisk w Poznaniu są wysokie i w dodatku ich brakuje. Mamy świetnych zawodników i zarząd co daje power do pracy.

Piotr Broszkiewicz, znany Twitterowicz, miłośnik polskiej piłki nożnej: Bez znaczenia na formę prawną oraz skalę działalności organizacji sportowych, ich zarządzający są zobowiązani do prowadzenia odpowiedzialnej polityki finansowej. Instytucje sportowe w kierunku społeczeństwa posiadają różnorodne funkcje do spełnienia, a jedną z kluczowych jest dostarczanie kibicom niezapomnianych wrażeń. Żeby to czynić muszą dysponować graczami, reprezentującymi odpowiednio wysoki poziom sportowy. Czynnikiem umożliwiającym ich kontraktowanie jest kondycja finansowa klubu. Podmioty sportowe w Polsce mogą pozyskiwać środki z rozmaitych źródeł, począwszy od jednostek samorządu terytorialnego, a skończywszy na prywatnych inwestorach. Drużyny amatorskie w odróżnieniu od profesjonalnych klubów nie mogą liczyć między innymi na fundusze z praw transmisyjnych. Aczkolwiek, istnieje sposobność na uzyskanie dofinansowania z jednostek administracji publicznej, w postaci dotacji celowej. Często ma to związek z grantami na zakup sprzętu do treningów. Należy jednak pamiętać o spełnieniu przewidzianych w przepisach prawa obwarowaniach. Zaangażowanie władz gminy w kierowaniu finansowania zespołów o charakterze sportowym korelowałoby także z promocją regionu. Właściciele amatorskich klubów sportowych powinni również podejmować negocjacje z lokalnymi przedsiębiorcami, w celu nawiązania współpracy, w ramach umowy sponsoringu. Za określoną kwotę pieniężną, logo sponsora mogłoby pojawić się na koszulkach zawodników w trakcie meczu. To umożliwiłoby uzyskanie korzyści po obu stronach, ponieważ klub sportowy otrzymałby środki finansowe, a przedsiębiorca większą ekspozycję reklamową swoich dóbr i usług. Kolejną szansą na powiększenie budżetu jest akcja crowdfundingu, co oznacza wsparcie finansowe ze strony lokalnych kibiców. Takie rozwiązanie jeszcze bardziej „związałoby” sympatyków z ukochanym klubem. Gromadzenie aktywów w przypadku amatorskich klubów sportowych różni się od podmiotów na poziomie centralnym, ale nie oznacza jednak tego, że nie można podejmować obszernych poszukiwań finansowania. Wymaga to ze strony właścicieli dużej kreatywności oraz umiejętności wyeksponowania korzyści, płynących np. z tytułu sponsoringu dla kierunku ewentualnych inwestorów. Jednakże, w kontekście ekip „niezawodowych” ingerencja interesariuszy zewnętrznych w ujęciu materialnym nie jest tak wysoka, jak np. drużyn występujących w Ekstraklasie, gdzie dotacje niekiedy są liczone w milionach złotych.

Marcin Kucharski, redaktor Hattrick TV: Jak wszystko to i także ten temat ma dwie strony medalu. Wiele klubów gminnych bez tych środków przestałoby istnieć, bo trudno znaleźć prywatnych przedsiębiorców, którzy zwłaszcza w małych gminach będą chcieli finansować sport. Nie chodzi tylko o piłkę nożną, ale także o inne dyscypliny. Nikt sobie nie zdaje sprawy, że nawet gra w B klasie to są koszty, a w wyższych klasach rozgrywkowych zawsze one rosną. Koszty boiska, koszty sędziów, koszty rejestracji zawodników, koszty transferów, a nawet koszty sprzętu sportowego. Bez tych pieniędzy wiele klubów by zniknęło i wiele boisk zostałoby zniszczonych poprzez organizację na nich festynów i innych wydarzeń gminnych (ale do tego i dochodzi podczas gdy drużyna istnieje). Druga strona medalu zapewne jest podnoszona przez osoby, które mówią o tym, że kluby nie powinny być finansowane z pieniędzy gminnych czy miejskich. Słyszy się od ludzi, że często tych pieniędzy jest dużo i zamiast zainwestować je właśnie w drużynę to są one inwestowane w „Prezesów” czy osoby zarządzające klubem. Kolejnymi głosami są głosy drużyn na poziomie B czy A klasy z dużych miast, gdyż one często muszą się utrzymywać ze składek zawodników czy też sponsorów. W miastach dużych o wsparcie finansowe bardzo ciężko, bo dostają je drużyny bardziej utytułowane i grające na wyższych poziomach rozgrywkowych i z pewnością jest to nierówna walka z drużynami, które takie środki pozyskują z gminy.  Moim zdaniem w przypadku finansowania klubów z gminnych pieniędzy powinny być one bardziej kontrolowane. Wiemy, że wielu to stwierdzenie się nie podoba jednak w ten sposób ograniczone zostałoby ich marnotrawienie i byłaby szansa, że gminne kluby by na tym zyskały, a pozyskanie dodatkowego sponsora na dodatkowy sprzęt czy np. promocję z pewnością by przyniosły efekt.

Wojciech Mroziński Kościańska Telewizja KLIN: Nie mam nic przeciwko dotowaniu klubów piłkarskich w niższych ligach przez miasta i gminy. Sport to ważna dziedzina życia. Podobnie jak kultura, która również jest dotowana i w tej sytuacji nie słyszy się głosów sprzeciwu. Dotacje nie mogą być przeznaczone na „byle co”, tylko na konkretne cele. Klub z każdej złotówki otrzymanej z funduszy publicznych musi się rozliczyć i to odpowiednio udokumentować. Wiadomo, że czasami zdarzają się nadużycia, wtedy do akcji powinny wkroczyć odpowiednie organa. Wielkość przyznawanych dotacji jest bardzo zróżnicowana i zależy od zasobności gminnego czy miejskiego budżetu. Są kluby, które dostają wsparcie w wysokości od 100 do 200 tys. lub więcej. Inne po kilka tysięcy, a to zaledwie kropla w morzu potrzeb lokalnych klubów. Sponsor, który ma finansować klub oczekuje też tego samego od samorządu. Po za tym na najniższym poziomie pozyskać jakiegoś dobroczyńcę wcale nie jest łatwo. No bo przecież jakie wymierne korzyści może mieć sponsor drużyny z A czy B-klasy. Zazwyczaj ci, którzy decydują się „sypnąć” groszem to piłkarscy pasjonaci.

Stanisław Gajlewicz, prezes RKS Okęcie Warszawa (V liga mazowiecka I): Biorąc pod uwagę powszechny problem z pieniędzmi, wsparcie amatorskich klubów nie musi oznaczać przelewania im środków finansowych. Wielokrotnie wystarczy bezpłatny dostęp do boiska, udostepnienie hali lub pomoc w organizacji transportu na dalszy mecz wyjazdowy lub nawet ufundowanie koszulek meczowych, co obecnie nie jest dużym wydatkiem. Wsparcie, o którym mówię, pomaga nie tylko drużynie amatorskiej, ale promuje kulturę sportu, zachęca młodzież do ruchu, zabawy, sprzędzenia wspólnie czasu. Oderwanie młodzieży od elektroniki jest nie lada wyzwaniem więc… Tak jestem za wspieraniem klubów amatorskich. Jestem za tym, aby urzędy dbały również w ten sposób o swoich mieszkańców.

LKS Leńcze (Klasa A Wadowice I): Jeśli nie będzie pomocy z gminy śmiem twierdzić ze połowa klubów zniknie z mapy Polski. W naszym przypadku pomoc z gminy to mniej więcej 20 tysięcy złotych. To około 40-50% naszego budżetu rocznego. Resztę kasy szukamy poprzez grupę „12 zawodnik”, którą założyliśmy z początkiem tego roku. Choć kopiemy tylko w A-klasie, podstawowe wydatki w klubie są duże, zaznaczam, że wszystko robimy własnymi siłami. Niestety, nawet na tak niskim poziomie płaci się zawodnikom i to jest najgorsze…, bez kasy z gminy nie wiem czy klub by funkcjonował.

Dominik Sworowski, prezes Warty Śrem (V liga wielkopolska III): Warta Śrem, na drużynę seniorów z miasta nie dostaje żadnej złotówki. Przykre, ale sobie radzimy. Akademia Piłkarska, która zatrudnia 22 trenerów i ma 360 zawodników dostaje 170 tys. co nie starcza na 1/3 wypłat, nie mówiąc już o reszcie.

Cfeter, groundhopper: Jak dla mnie, to każdy podmiot może startować o dotację ze środków samorządowych. Są też rozwiązania w postaci budżetów obywatelskich. Jeśli dofinansowanie klubu służy lokalnej społeczności, to jak najbardziej jest to słuszna droga. Inną sprawą jest mariaż LKS-ów z lokalnym sponsorem, dla którego klub jest kaprysem i po pewnym czasie, gdy mu się to znudzi, nieraz pozostają zgliszcza. Zatem reasumując -dotować tak, ale i kontrolować, jak kluby funkcjonują.

Norbert Bandurski, dziennikarz Przeglądu Sportowego i Onetu, ekspert Niższych Lig w Polsce: Pomysł całkowitego zakazu publicznego finansowania amatorskich zespołów jest zły na tak wielu płaszczyznach, że potrzebny byłby kilkustronicowy referat, dokładnie wyjaśniający wadę tej idei. Jest ona jedna, ale niesie ze sobą mnóstwo konsekwencji. Tą wadą jest upadek klubów. A na najniższych poziomach będą padać jeden po drugim, jeśli nie będą miały wsparcia miasta czy gminy. I jak zwykle najbardziej ucierpi prowincja. Ludzie w dużych miastach sobie poradzą. Piłkarze mogą wybierać między różnymi klubami, ligami akademickimi czy ligami szóstek. Kibice mają o wiele więcej rozrywek niż w miasteczkach i wsiach, więc również zagospodarują sobie czas. Na prowincji jednak mocno spadnie liczba wydarzeń, które aktywizują ludzi, skłaniają ich do ruchu. Być może gminom, które zaoszczędzą na dotowaniu klubów, przyjdzie kilka lat później zapłacić rachunek w postaci konieczności wypłacania rent ludziom, którzy bardziej dbaliby o zdrowie, gdyby mieli cel, jakim jest uczestnictwo w futbolowym wydarzeniu. A przecież mecze to także wydarzenia scalające lokalną społeczność, zapewniające mieszkańcom rozrywkę, a niekiedy również pozwalające miejscowości zyskać rozgłos. Nie ma co go przeceniać, milionów z turystów pasjonujących się amatorską piłką zarobić się nie da, jednak któż z nas słyszałby o Świbiu, Potworowie czy Turośni Kościelnej, gdyby nie działalność klubów z tych miejscowości w mediach społecznościowych? Działania, których nie byłoby, gdyby te kluby nie istniały. Upadek prowincjonalnych klubów, co byłoby nieuchronną konsekwencją braku ich dotowania, byłby też problemem dla rodziców. Posiadanie drużyn juniorskich jest wymogiem licencyjnym, czasem uciążliwym, ale potrzebnym. Dziecięcych drużyn w dużych miastach i tak nie zabraknie, ale ilu z ojców i matek zrezygnuje z posyłania syna lub córki na treningi, jeżeli trzeba je będzie dowozić do odległych miejscowości, bo pobliskie kluby upadną? Jeżdżenie na treningi będzie bardziej skomplikowane, droższe i czasochłonne. Ile talentów stracimy w ten sposób? A przede wszystkim — ile dzieci chcących uprawiać sport to zniechęci? W dobie, gdy wiele państw walczy o to, by zachęcać jak największą liczbę dzieci do ruchu, my rzucilibyśmy im kolejne kłody pod nogi. Innymi słowy, apele o całkowity zakaz dotowania amatorskiego sportu traktuję jako populizm.

Damian Zygmunt, wiceprezes Sokoła Hucisko (Klasa A Stalowa Wola II): Budżety klubów amatorskich w 60-80% składają się z pieniędzy od samorządów. Jeśli odetniemy drużyny od tych funduszy, to za rok – dwa IV liga będzie najniższym szczeblem rozgrywek w Polsce. To byłoby samobójstwo dla polskiej piłki nożnej i brak możliwości wybicia się dla zdolnych ludzi z mniejszych miejscowości.

FC Aquila Szczecin: W ligach grają kluby z różnych gmin, a każda z nich ma inne zasady przyznawania i rozliczania dotacji, inne środki na sport. Nieraz rozdziela je według sobie tylko znanego klucza, co powoduje niezdrowe zasady rywalizacji sportowej. Kluby powinny utrzymywać się ze składek członków.

Turośnianka Turośń Kościelna (podlaska Klasa A, grupa II): My mocno posiłkujemy się pieniędzmi z różnych źródeł. Nie oznacza to jednak, że nie otrzymujemy nic z naszej gminy. Dodatkowe środki od sponsorów dają nam swobodę i większe możliwości działania w naszych projektach, pomysłach i inwestycjach oraz rozwoju. Zdajemy sobie sprawę, że pozyskanie sponsora jest bardzo ciężkie, szczególnie w niższych ligach. Wymaga to jednak ciężkiej pracy. Prężnie działamy, pokazujemy co chwilę nowe projekty, pomysły, inwestycje. Potencjalni sponsorzy to widzą i chcą wspomagać nasze inicjatywy, bo widzą w nas ludzi z pasją i zaangażowaniem. Często jest to ważniejsze od zwykłej reklamy.

Bartłomiej Modzelewski, kierownik drużyny GKS 1984 Rutki (podlaska Klasa A, grupa II): U nas taki problem na pewno się nie pojawia. Gmina Rutki, a w szczególności wójt, wspierają nas na każdym kroku, przede wszystkim finansowo, ale też w innych aspektach. Świetnie wsparcie otrzymujemy także z Urzędu Marszałkowskiego Województwa Podlaskiego. Trzykrotnie składaliśmy wniosek o dofinansowanie i za każdym razem otrzymaliśmy środki, dzięki którym możemy normalnie funkcjonować. Moim zdaniem bez wsparcia samorządów ciężko byłoby utrzymać klub na takim poziomie.

Marek Wawrzynowski, dziennikarz Przeglądu Sportowego i Onetu: Na pewno samorządy powinny dokładać się do szkolenia dzieci i młodzieży. W ostatnich latach składki za szkolenie bardzo poszły w górę i dziś piłka staje się powoli sportem klasy średniej. W Wwie za treningi płaci się od 200 do 300 złotych, co jest sporym wydatkiem. Dlatego sporo dzieci rezygnuje. Tymczasem dostęp do możliwości uprawiania sportu powinien być łatwy i tani. Czasem wystarczyłoby, że samorządy zrezygnowałyby z pobierania opłat za boiska i to byłby potężny zastrzyk dla wielu klubów. Jeśli chodzi o drużyny mające głównie sekcje seniorskie to wszystko zależy od celu, na jaki miałyby zostać przeznaczone środki. U siebie w Otwocku miałem sytuację, gdy miasto przez 8 lat przeznaczyło 4 mln złotych na klub i głównie były to sekcje drużyny seniorskiej w 3 i 2 lidze. Dla mnie to kompletnie nieporozumienie. Władze mogą dotować kluby na niższym poziomie, żeby te miały na przejazdy, zgłoszenia zawodników rożne opłaty, natomiast generalnie wydaje mi się, że zawodnicy mogliby płacić składki.

Michał Listkiewicz, były prezes Polskiego Związku Piłki Nożnej: Finansowanie sportu amatorskiego to obowiązek samorządów. Sport najlepiej jednoczy lokalną społeczność i zapewnia zdrowie młodym ludziom. Wg. badań 1 zł wydana na sport amatorski to oszczędzenie 7 zł w wydatkach na służbę zdrowia i walkę z przestępczością. W Skandynawii i USA to udowodniono.

Prezes jednego z klubów śląskiej okręgówki: Tak, to racja… Coraz częściej dochodzą do nas informacje o ograniczeniu dotowania drużyn występujących w ligach amatorskich. Taka sytuacja występuje w Rudzie Śląskiej od 2020 roku. Jeśli chodzi o naszą Gminę, to sytuacja na razie jest stabilna, dotacje są niskie (jak na koszty ponoszone w związku z udziałem w rozgrywkach ligowych). Niestety władze naszej Gminy co raz częściej i śmielej mówią o bezcelowości dotacji na sport seniorski i konieczności zmiany dotowania klubów występujących w ligach amatorskich. Podam przykład. Klub od niespełna 10 lat stara się o przebudowę obiektu (boiska wraz ławkami rezerwowych i trybunami). W końcu, kiedy nasza drużyna seniorów jest na fali i udało nam się awansować do ligi okręgowej, Gmina pod presją naszych wyników, nacisków z naszej strony i radnych Sołectwa wzięła się za temat przesunięcia i przebudowy boiska. Ale co usłyszeliśmy? Ze względu na kiepską sytuację finansową Gminy niestety po ich stronie będzie tylko marginalny koszt wykonania pomiarów geodezyjnych, natomiast resztę musimy wykonać w czynie społecznym!! Zaznaczę tylko, że obiekt nie jest naszą własnością, tylko Gminy. Na innym spotkaniu z prezesami klubów naszej Gminy i władzami, został poruszony temat finansowania seniorów. Rządzący stwierdzili, że finansowanie drużyn grających w ligach amatorskich jest bezcelowe, generuje niepotrzebne wydatki gminy (nie chodzi tu tylko o dotacje, ale koszty utrzymania obiektu). Prawdopodobnie w przyszłości dotacje zostaną uszczuplone i nie będą zależne od tego, w której klasie rozgrywkowej gra dany klub. Już w tym roku zmieniły się zasady udzielania dotacji i wiele z wcześniej dostępnych pozycji (które można było sfinansować z środków w ramach dotacji) zostało usuniętych z niej i nie można ich finansować w ten sposób. Póki co tylko w luźnych rozmowach (ale jednak) przewija się temat odpłatnego korzystania z obiektów należących do Gminy. Krótko mówiąc, my jako klub będziemy musieli uiszczać Gminie opłatę za korzystanie z infrastruktury sportowej przez zawodników z drużyny seniorskiej… Dla mnie jest to absurdalny pomysł i mam nadzieję, że nie wejdzie on w życie. Prawdą jest też, że gdyby nie sponsorzy, to nie byłoby w naszym przypadku szans na grę w lidze okręgowej. Na ten moment dotacje na seniorów wystarczają na pokrycie sędziów i trenerów. A gdzie cała reszta?

Przemysław Piotrowski, wiceprezes Unii Ciechanowiec (klub z Podlasia zajmujący się obecnie szkoleniem młodzieży): Jeśli pieniądze z dotacji miejskiej/gminnej mają iść na „wynagrodzenia” zawodników, w jakiejkolwiek formie – zwrot za dojazdy, stypendia, diety czy cokolwiek innego – to kluby nie powinny dostawać tych dotacji. Gdzieś czytałem, że bodaj w Radomiaku Radom piłkarze są na „pensjach miejskich”, tzn. dostają „stypendia” rzędu 10 000 zł. Zachowując odpowiednie proporcje, jeśli w Klasie A gmina płaci zawodnikom „stypendia” 200, 300, 500 zł, to na to pieniądze publiczne nie powinny iść. Jeśli ktoś chce płacić zawodnikom niech szuka pieniędzy u prywatnych sponsorów, którzy wyłożą hajs z własnej kieszeni. Sam na początku przygody z zarządzaniem klubem tak robiłem, bo „zawsze tak było”, ale teraz uważam, że to był błąd. Natomiast jeśli dotacja z gminy jest przeznaczona na wyjazdy, sędziów, zakup sprzętu, wynagrodzenie trenera – to jak najbardziej jestem za. Dobrze zarządzany klub może być wizytówką wsi/miasta i nawet jeśli wynik sportowy bywa trochę gorszy, to przez dobre gospodarowanie środkami, fajny pomysł na funkcjonowanie, promocję regionu poprzez np. stroje, integrację społeczności lokalnej wokół klubu można zbudować fajne miejsce, które połączy ludzi. W moim klubie w ciągu czterech lat przeszliśmy metamorfozę od napinki na inwestowanie wszystkiego (czasu, pieniędzy, wiedzy) w seniorów, do inwestowania wszystkiego w dzieci i młodzież. Uważam, że pieniądze gminne, które wydajemy teraz są dużo lepiej ulokowane niż to było wcześniej. Budowanie lokalnego klubu powinno zaczynać się od pracy u podstaw z dziećmi i młodzieżą. Lepiej kupić dzieciakom odpowiednie dla ich wieku piłki, bramki, kupić im ich pierwszy strój, który na zawsze przywiąże ich do klubowych barw, niż wydawać te same pieniądze na „piłkarza” z wioski 30 km dalej.

Przedstawiciel klubu Żagiel Piecki (warmińsko-mazurska Klasa Okręgowa, grupa I): Bez środków z samorządów nasz klub już by dawno nie istniał. Budżet pochodzi w 90 procentach z gminy, reszta to niewielki wkład sponsorów lub nasza działalność. Potencjalni sponsorzy nie są zainteresowani wkładem finansowym w naszej gminie. Nie mają z tego żadnej korzyści. Reklama to dla nich żadna, a futbol w małych miejscowościach upada. Niż demograficzny, ludzie w młodym wieku wyjeżdżają w celach zarobkowych. W klub zainwestuje tylko pasjonat piłki kopanej, a z tym jest problem. Na naszym przykładzie bez wkładu finansowego gminy byłby ogromny problem. Jesteśmy wdzięczni pani wójt i gminie Piecki za to, że wspierają nasza działalność jak tylko mogą. Oczywiście dziękujemy też sponsorom prywatnym za pomoc, jednak bez udziału samorządów już dawno temu nie przystąpilibyśmy do rozgrywek czy to młodzieży (ważna kwestia) czy seniorskich. Ogólnie na Warmii i Mazurach małe kluby mają ogromne problemy i funkcjonują tylko dzięki tym pasjonatom, o których wspomniałem wcześniej.

Mateusz Cieślik, szkoleniowiec Sparty Zabrze (Klasa A Zabrze): Oczywiście dotacje z miasta są bardzo ważną częścią budżetu klubu, ale w naszym przypadku pokrywają one tylko część wydatków. Może połowę, jakby dobrze policzyć. Resztę musimy „zorganizować” sami, a nie jest to łatwe w obecnych czasach. Pandemia i ogólny kryzys uderzyły w prywatnych przedsiębiorców i obecnie potencjalny sponsor dziesięć razy obejrzy każdą złotówkę zanim przeznaczy ją na piłkę nożną w lokalnym wydaniu. Dofinansowanie z miasta wspomaga małe kluby, ale podkreślam, że muszą one bezwzględnie pozyskiwać fundusze na własną rękę, aby przetrwać.

************

Dyskusja jest wciąż otwarta. Zapraszam do wyrażania swoich opinii w prywatnej wiadomości na Messenger Galaktycznego Futbolu na Facebooku, mailowo na adres galaktycznyfutbol@gmail.com lub telefonicznie.

Miejsce na twoją reklamę

Chcesz zareklamować się na portalu z ogromną ilością wyświetleń? Bardzo dobrze trafiłeś!!! To jest miejsce gdzie w dobry sposób pokażesz swoją firmę.

Miejsce na twoją reklamę

Chcesz zareklamować się na portalu z ogromną ilością wyświetleń? Bardzo dobrze trafiłeś!!! To jest miejsce gdzie w dobry sposób pokażesz swoją firmę.