Płacenie zawodnikom za grę w Niższych Ligach. Patologia czy znak czasów?

Temat wypłacania wynagrodzenia zawodnikom w Niższych Ligach, od Klasy Okręgowej w dół, wywołuje coraz więcej kontrowersji. Podobnie jak transfery na niższych szczeblach rozgrywkowych i kwestia tzw. podbierania graczy. Spotkałem się z wieloma opiniami, że na tym polu panuje całkowita „partyzantka”. Po raz kolejny poprosiłem więc o wypowiedzi przedstawicieli szeroko rozumianego środowiska piłki nożnej. Zapraszam.

Swoim rozmówcom zadałem dwa krótkie pytania:

– Płacenie zawodnikom za grę w Niższych Ligach. Patologia czy znak czasów?

– Transfery i „podbieranie” graczy na niższych szczeblach rozgrywkowych. Jak ogarnąć ten temat, aby ukrócić tzw. partyzantkę?

Dominik Stachowiak, redaktor naczelny portalu Polskapilka.pl: Płacenie w niższych ligach – skąd się to bierze? Wszystko zaczyna się od góry. Kluby z Ekstraklasy, 1. i 2. ligi potrzebują młodzieżowców i mają też swoje akademie, drugie drużyny, drużyny juniorskie – wszystkie trzeba obstawić zawodnikami. Co za tym idzie, bardzo szybko wyróżniający się zawodnicy z mniejszych akademii bądź młodzieżowcy z niższych lig są podbierani do klubów z wyższych klas. To powoduje, że bardzo ciężko mniejszym klubom utrzymać „swoich” zawodników, którzy gwarantują odpowiedni poziom, chociażby czwartoligowy. Więc i tu pojawia się luka, która sprawia, że zespoły chcące utrzymać poziom, który jest oczekiwany od środowiska (gminy, miasta, kibiców, działaczy), są zmuszeni brać zawodników z zewnątrz. A tacy nie będą grali za przysłowiową kiełbasę i piwo. Rosną więc zarobki zawodników trzecio- i czwartoligowych, ale rośnie też poziom samych rozgrywek. Stają się one coraz lepiej „opakowane” i interesuje się nimi więcej ludzi, w tym potencjalni sponsorzy. Mecze są często transmitowane, a stadiony coraz bardziej zadbane i estetyczne. Zarobki w lidze wahają się od 1,5 tysiąca złotych do nawet pięciocyfrowych kwot za miesiąc gry. W 4. lidze można zarobić nawet 4 tysiące na miesiąc. Jeśli chodzi o drużyny z niskich klas, które są nastawione na bardzo szybki sukces i płacą bardzo duże pieniądze – z reguły jest to na krótka metę, dopóki „inwestorowi” nie znudzi się zabawa w Football Managera. Gdy ktoś wydaje swoje pieniądze, nic mi do tego. Gorzej, jeśli dzieje się to z publicznych… Tak czy inaczej, skończyły się czasy, gdy drużyny złożona z „miejscowych” była w stanie grać wyżej niż na poziomie okręgówki.

Co do transferów w niższych ligach – myślę, że dużą rolę, żeby to wszystko „ogarnąć”, mogłyby odegrać związki w poszczególnych województwach. O ile maksymalne ekwiwalenty za transfer w letnim okienku są ustalone, to w zimowym oknie klub z okręgówki może zażądać dowolnej kwoty za zawodnika. Gdyby kluby testujące zawodników bez zgody klubów, do których owi piłkarze przynależą były zobligowane do zapłacenia kary lub nawet wykluczenia z rozgrywek, na pewno by tego nie praktykowały.

Jak więc doskonale widać, panuje bałagan, ale łatwo to można uporządkować – ustalić ekwiwalenty za transfery w zimowym okienku, a także karać zawodników i kluby, które testują się bez wiedzy drugiej strony.

Przemek Płatkowski, redaktor Retro Futbol oraz Mazowieckiego ZPN, groundhopper: Z jednej strony znak czasów, z drugiej jest to pewien problem, który może przerodzić się z czasem w większą patologię. Takie mamy czasy, że coraz mniejszej grupie ludzi chce się angażować w coś za darmo. Przede wszystkim uważam, że w przypadkach, gdy klub jest finansowany ze środków publicznych, to o żadnym płaceniu graczom nie może być mowy, a pieniądze powinny być zagospodarowane na rozwój infrastruktury lub szkolenie młodzieży. W przypadku pojawienia się prywatnych funduszy w zespole, można już wziąć to pod uwagę. Z jednej strony płacenie piłkarzom w niższych ligach można uzasadnić tym, że wynagrodzenie jest formą rekompensaty m.in. za dojazd prywatnymi samochodami na mecze wyjazdowe. Dlaczego uważam, że może to przerodzić się w problem? Jeżeli płacenie stanie się normą, to na placu boju zostaną tylko ci, których będzie na to stać. Mniejsze kluby, niemające zaplecza finansowego, zdolnego przekonać graczy do występów w ich barwach, będą po prostu upadały z powodu braku chętnych do gry. Kilkukrotnie słyszałem także o przypadkach, gdy piłkarz przechodził do klubu grającego dwie klasy rozgrywkowe niżej, bo w okręgówce grał za darmo, a w B-klasie otrzyma 1000 zł miesięcznie. Czy zatem normą powinno być przedkładanie wynagrodzenia nad grę na lepszym poziomie?

Wojciech Mroziński, redaktor Kościańskiej Telewizji KLIN TV: Kwestia wynagrodzeń w klasie okręgowej i niższych ligach to temat „rzeka”. Nie mam nic przeciwko temu by klub zwracał koszty dojazdu lub wypłacał niewielkie stypendia i „treningówki” czy też premie na koniec sezonu. Natomiast płacenie zawodnikom regularnej, miesięcznej, niemałej pensji to mówiąc delikatnie gruba przesada. Ale niestety dzisiaj to powszechna praktyka. W Wielkopolsce jeden z zespółów B-klasy wypłaca kilku zawodnikom co miesiąc po ponad tysiąc złotych. A wiem, że są kluby, które płacą jeszcze więcej. Szkoda, że prezesi w niższych ligach zamiast dawać szansę ambitnej młodzieży, wolą robić wynik zawodnikami „po trzydziestce” i to nie za darmo. Te wysokie zarobki to w wielu przypadkach fanaberie sponsorów. Ale jak już życie wielokrotnie pokazało sponsor po jakimś czasie zakręca kurek z forsą – bo interes idzie gorzej – kończą się pieniądze, zawodnicy odchodzą a klub wycofuje się z rozgrywek. Nie raz słyszałem już o takich piłkarskich katastrofach. Jeżeli chodzi o podbieranie zawodników przez inne kluby, to nie wiem, jak jest w innych częściach Polski, ale w Wielkopolsce sprawy transferów reguluje regulamin rozgrywek. Każda drużyna chce pozyskać dobrego piłkarza a piłkarz chce grać w lepszej drużynie. I nie ma w tym nic złego. 1 lipca każdego roku każdy zawodnik, który wcześniej nie podpisał deklaracji gry amatora lub kontraktu ma taką możliwość. Staje się tego dnia wolnym zawodnikiem i może przenieść się do innego klubu. Okres transferowy trwa do 31 sierpnia. Zmiana przynależności klubowej jest też możliwa od 1 lutego do rozpoczęcia rundy wiosennej, ale za zgodą klubu. W trakcie sezonu nie ma prawa dojść do sytuacji: „nic nikomu nie mów, przyjdź do mnie jutro a pojutrze będziesz u mnie grał”.

Prowadzący fanpage Koszulki z Niższych Lig:

Nie skreślam płacących klubów. Nie prowadzę krucjat przeciw płatnościom w Niższych Ligach. Cywilizacja nie polega na wyrugowaniu takich praktyk z piłkarskiego kramika. W zamian powinniśmy dążyć do wprowadzenia transparentności. Czy nie żyłoby się wszystkim łatwiej, gdyby sponsorzy w swoich Szwagropolach nie kombinowali z etatami dla zawodników, tylko po prostu robili przelewy? Ambicje nie są tylko przeznaczone dla sponsorów w Wielkiej Piłce. Abstrahując od ładnych słów o pasji w piłce, to granie jednak kosztuje. Dlaczego zawodnikom nie zwracać kosztów dojazdu lub podzielić się z drużyną ekwiwalentem za ten pot i brud w październikową słotę? Klub prowadzony z pomysłem nie powinien mieć oporów przed takim korzystaniem z budżetu. Od Okręgówki to powinien być po prostu standard w zarządzaniu klubem. W A-klasie z kolei jako dobry obyczaj, jeśli klub myśli o czymś więcej, niż tylko podpieraniu ścian tabeli. Uściślę tylko, że mam na myśli budżety prywatne. Korzystanie z dofinansowań przyklepanych przez urzędników to temat na inną dyskusję.

Takiej samej transparentności powinniśmy oczekiwać w temacie ruchów transferowych. Tutaj jednak temat wydaje się trudniejszy, bo obok finansów wchodzą relacje międzyludzkie. Nietrudno postawić się w roli gracza, który idzie na trening innej drużyny po kryjomu, bo wie, że koledzy nie będą patrzeć przychylnie. Klub z kolei może się rozsypać w trakcie jednej przerwy, jeśli z takich cichych treningów skorzysta więcej graczy. Jakimś rozwiązaniem pozostaje uczciwe podejście do deklaracji gry amatora. To nie świstek papieru, którym można żonglować i bawić się w własne interpretacje.

Piotr Broszkiewicz, znany „Twitterowicz”, który nigdy nie boi się mówić otwartym tekstem, pasjonat piłki nożnej: Zarobki w okręgówce? Jestem zdania, że piłkarzom należy się wynagrodzenie za grę na wspomnianym poziomie rozgrywkowym. Zawodnicy wykonują dużą pracę na treningach oraz spotkaniach o punkty. Muszą jednak oni łączyć przygodę sportową z pracą zarobkową, z zupełnie innych dziedzin życia. Wynagrodzenie pozwoliłoby zmotywować zawodników do jeszcze cięższej pracy, co następnie mogłoby zaowocować transferem do klubu z wyższego szczebla rozgrywkowego. Oczywiście, problematyczną kwestią jest wysokość uposażeń piłkarskich, ponieważ najczęściej kluby nie posiadają „wielkiego” budżetu, porównując do zespołów z sektora „centralnego”. Niekiedy takie podmioty muszą korzystać z dotacji od przedstawicieli władz publicznych, żeby móc egzystować na sportowej mapie. Wyjątkiem są sytuacje, w których klub z „okręgówki” finansuje prywatny podmiot, dysponujący poważnymi środkami finansowymi. On ma zdolność do kontraktowania graczy o dużym doświadczeniu m.in. z polskiej Ekstraklasy. Należy zaryzykować tezę, że wynagrodzenia w okręgówce silnie zależą od struktury właścicielskiej oraz kondycji finansowej klubu. „Podbieranie” graczy bądź zapraszanie na treningi bez wiedzy obecnego klubu są w mojej opinii tematami zahaczającymi o szeroką rozumianą etykę w sporcie. Piłkarze na różnych stopniach rozgrywkowych podpisują umowy z organizacjami sportowymi. Z jednej strony, gracz ma prawo kształtować ścieżkę swojej kariery wg swojego uznania, prowadząc osobiście lub za pośrednictwem innych osób negocjacje z klubami. Między innymi czynniki finansowe determinują przenosiny do drugiego zespołu. Z drugiej jednak strony, są wzmiankowane wyżej kontakty/umowy, do których respektowania są zobowiązane strony stosunku prawnego. Zapraszanie piłkarzy innych drużyn na swoje treningi bez uprzedzenia można traktować jako zagranie sprzeczne z regułą „fair play”. Piłkarze mogą np. zdradzać innej drużynie plany taktyczne swojego obecnego klubu albo podejmować dalsze działania na jego szkodę.

Mateusz Żurek, futbolowy pasjonat, kibic Liverpoolu i Wieczystej: Uważam, że nie ma w tym kompletnie nic złego – jeśli klub na to stać, właściciele mają na to środki, to czemu mieliby udawać, że ich nie mają? To samo tyczy się „podbierania” zawodników przez takie kluby. Pomijam już aspekt finansowy, ale każdy woli grać w miejscu bardziej komfortowym, gdzie jego praca czy nawet hobby są doceniane. Tak jak autor podcastów będzie promował się na youtube/spotify, a nie jedynie na własnym blogu, gdzie pies z kulawą nogą nie zajrzy, tak wielu piłkarzy woli pograć w bogatszym klubie. Nihil novi sub sole i na niskoligowym padole. A jeśli dany piłkarz uważa, że nie kusi go kasa/warunki? Jego wybór. Oczywiście, „podbieranie” kogokolwiek bez wiedzy dotychczasowego klubu nie powinno mieć miejsca. Zasady w tym zakresie być powinny, a nawet jeśli dojdzie do porozumienia na linii zawodnik-nowy klub, należy poczekać na „okno” transferowe. Poruszony w dyskusji pod pytaniem temat dominacji bogatych klubów (Wieczysta, KTS Weszło, kiedyś Termalica) można załatwić jednym przepisem, zwiększającym zarazem atrakcyjność rozgrywek. Jeśli spadki/awanse dotyczyłyby nie jednego, a powiedzmy 3-5 klubów, byłoby mniej spotkań „o nic”, a potencjalne drużyny środka tabeli miałyby o co grać do ostatniej kolejki. Wykluczyłoby to także brak motywacji spod znaku „mamy giganta w lidze, nie ma sensu się starać, co za różnica, drugie czy szóste miejsce”.

Cfeter, kolekcjoner biletów z piłkarskich meczów, groundhopper:

Jeśli chodzi o pierwszy temat, to moim zdaniem jest to zjawisko, którego nie da się zatrzymać, a przepisami nie da się go zakazać. Wygląda to różnie – czasem, gdy prezes zatrudnia zawodnika w swojej firmie, a dodatkowa kasa jest rodzajem premii-to jest to dla mnie nic zdrożnego. Co innego, gdy prezesi klubów zamiast inwestować środki z dotacji w młodzież i miejscowych zawodników opłacają armie zaciężne. Wtedy ten układ prędzej czy później się wyczerpuje.

W drugim temacie nie mam zdania.

Michał Banaś, prezes zarządu Pogoni Barlinek (klasa okręgowa, gr. zachodniopomorska IV): Płacenie w niższych ligach to zwykła patologia. Jak piłka amatorska ma się rozwijać i dawać jakąkolwiek radość z gry, skoro pasja wymiera i liczą się pieniądze? Sam osobiście znam historie, gdzie zawodnicy po meczu nie martwili się przegranym meczem, tylko cieszyli zawartością koperty. Niestety, ale przez to też najczęściej młodzi, obiecujący piłkarze są wyciągani do takich sztucznych tworów, które trwają na piłkarskiej mapie 3-4 lata a następnie się rozpadają, bo pan prezes stwierdził, że więcej własnych pieniędzy wykładać nie będzie. Temat ogólnie jest bardzo rozległy. Można przytaczać anegdoty rożnego rodzaju godzinami i niestety, w 90% tych historii kończy się na tym, ze zawodnik nie otrzymał obiecanych pieniędzy, lub tez jak mówiłem – klub przestał istnieć.

Odpowiedź na pytanie drugie: Zależy jak na to spojrzymy. Jeśli jest zawodnik, który ma okazje pograć wyżej to jak najbardziej. Gorzej, kiedy prezes tego klubu zaczyna naciskać i wydzwaniać i pisać smsy średnio 2-3x w tygodniu. W naszym klubie jeden gościu z 4 ligi tak często pisał i wydzwaniał, że w końcu wysłał smsa z treścią: „Powiedz, ile chcesz dostawać pieniędzy”. Dodam, że z nikim od nas nie było to w ogóle negocjowane i tak naprawdę dowiedzieliśmy się przypadkiem. Na szczęście zawodnikowi nie odbiło do końca i wolał grać u nas w okręgówce. Za darmo.

Krystian Górecki, członek zarządu i kierownik drużyny Granica Stubno (Klasa A gr. Przemyśl): W temacie płacenia zawodnikom w niższych ligach od okręgówki. Nie idzie to niestety w dobrym kierunku i coraz więcej klubów decyduje się na takie kroki. W okręgówce to już norma, w A czy B klasie mniej spotykane, ale chcąc zrobić awans do wspomnianej okręgówki niestety nie da się nie płacić. Tego już nie cofniemy i jest to zdecydowanie znak czasu. Z sentymentem ogląda się jednak zespoły, które nie płacą swoim graczom stawiając na swoich ludzi oddających serce na boisku za swoją wioskę czy miasteczko.

Co do podbierania zawodników to też temat rzeka. Wiadomo, że najlepiej by było, gdyby to kluby dogadywały się między sobą w sprawie transferów. Nie byłoby wtedy niedomówień. Coraz częściej kluby się zabezpieczają podpisując z zawodnikami deklaracje gry amatora na trzy-cztery miesiące przed startem nowego sezonu. Zupełnie inaczej wygląda też kwestia zmiany klubu na występujący w wyższej lidze a inaczej na taki który występuje w tej samej bądź niższej lidze. Jeszcze inna sytuacja jest w momencie, gdy zawodnik przez rok nie wystąpił w żadnym oficjalnym meczu swojego klubu. W tej sytuacji o podebranie gracza jest najprościej.

Adam Hirsch, prezes klubu Tempo Paniówki (śląska klasa okręgowa, gr. I): Co do pierwszego tematu. Sprawa nie jest prosta i nie można powiedzieć, że coś jest białe, a coś jest czarne. Wg mojej opinii, chłopakom należy się drobne wynagrodzenie, zwrot za dojazdy na treningi i mecze. Szczególnie dla zawodników, którzy się uczą, ponieważ niejednokrotnie jest to ich jedyne źródło dochodu. Natomiast sytuację psują „wielcy sponsorzy”, niejednokrotnie prezesi-sponsorzy, którzy za cel obierają sobie jak najszybszy awans, bez budowania drużyny, a poprzez jej kupno. Obecnie co raz częściej można się spotkać z sytuacją, że zawodnik przychodząc do A klasowego klubu nie pyta o nic, poza tym, ile będzie dostawał stypendium… Nie interesuje go poziom sportowy, zaplecze sprzętowe…. Tylko ile zarobi w danym klubie… I to na szczeblu A klasy. Ale nie można się też dziwić zawodnikom, gdyby nie kluby, które potrafią w A klasie płacić 1000-1500 zł stypendiów + premie meczowe, to nie pytałby o to szukając nowego klubu. Przez takie zarządzenie klubami i windowanie wynagrodzeń w drużynach amatorskich, co raz częściej słyszymy, że klub wycofał się z rozgrywek ze względu na braki kadrowe… Kiedy czytam takie wiadomości, to od razu nasuwa mi się myśl, że to właśnie skutek tego sztucznego wynagradzania w B, A czy klasie okręgowej. Później te uboższe kluby nie są w stanie ściągnąć zawodników, ba! Nie są w stanie ich zatrzymać i muszą kończyć przygodę, która niejednokrotnie trwała kilkadziesiąt lat… Takie przyciąganie zawodników bardzo dużym wynagrodzeniem, jak na amatorską piłkę ma też drugą stronę medalu. Wielki sponsor, który rozdaje na lewo i prawo zawodnikom wielkie pensje może się kiedyś wypalić, lub stwierdzić, że inwestuje w klub bez skutku i zrezygnować z dnia na dzień z płacenia. Wtedy ta drużyna jak szybko powstała, tak szybko się rozpadnie. Na samym śląsku można wymienić przynajmniej kilka drużyn, które właściwie z roku na rok notowały spadek do niższej ligi po wycofaniu się głównego sponsora. Zawodnicy kuszeni pieniędzmi przychodzą do klubu i traktują to jako nie wyzwanie i przyjemność z grania, ale jako zarobek. Kasa się kończy, to i granie dla klubu się kończy.

Drugi temat też nie jest taki łatwy. Często, to kluby utrudniają zawodnikowi, próbę zmiany otoczenia i chcą go utrzymać na siłę, co często jest krzywdzące dla samych zawodników i uniemożliwia im rozwój. Osobiście nie widzę problemu, jeśli w przerwie letniej zawodnik weźmie udział w testach w innym klubie, bo stwierdzi, że chce zmienić otoczenie i spróbować czegoś innego. Oczywiście nie popieram sytuacji, kiedy to trwają przygotowania do kolejnego sezonu, skład już jest w miarę stabilny i zawodnik za plecami prowadzi rozmowy z innym klubem. Ale na początku okna transferowego nie widzę przeciwskazań. Trzeba zawodnikom ułatwiać możliwość gry, bo dla nie jednego to dopiero początek przygody i szkoda by było mu ją zniszczyć poprzez własne ego.

************

Niestety, kolejny już raz przedstawiciele wielu klubów nie odpowiedzieli na przesłane przeze mnie pytania. Z pewnością uważają, że lepiej jest oficjalnie milczeć na prawie każdy temat. Odwaga wraca wówczas, gdy można „przywalić” anonimowo, a najlepiej z „fejkowego” konta.

Miejsce na twoją reklamę

Chcesz zareklamować się na portalu z ogromną ilością wyświetleń? Bardzo dobrze trafiłeś!!! To jest miejsce gdzie w dobry sposób pokażesz swoją firmę.

Miejsce na twoją reklamę

Chcesz zareklamować się na portalu z ogromną ilością wyświetleń? Bardzo dobrze trafiłeś!!! To jest miejsce gdzie w dobry sposób pokażesz swoją firmę.