fbpx

Wojciech Szczęsny: Mój zawód to 99 proc. cierpienia, by uchwycić ten jeden moment szczęścia

 – Mamy poczucie spełnienia, po meczu z Argentyną presja zeszła i z nadzieją można patrzeć na konfrontację z Francją. Sportowo niewiele za nami przemawia, ale nikt nie zabroni nam marzyć o nowej pięknej historii polskiej piłki i stworzeniu własnej legendy – powiedział Wojciech Szczęsny w rozmowie z Robertem Błońskim, dziennikarzem „Przeglądu Sportowego Onet”.

Wojciech Szczęsny robi w Katarze wszystko, aby zostać najlepszym bramkarzem mundialu. 

– Czujemy spełnienie i zadowolenie, do domów możemy wracać z podniesioną głową. Byłbym nieszczery, gdybym powiedział, że dokonaliśmy czegoś wyjątkowego, bo wyszliśmy z grupy, z której powinniśmy wyjść. Nie zrobiliśmy tego w pięknym stylu, ale satysfakcja jest ogromna, choć mamy świadomość, że pod względem piłkarskim nie należymy do czołówki. Kanada grała ładniej od nas, a już ma spakowane walizki, Dania również i wyleciała do Kopenhagi. Za stary jestem, żeby podziwiać piękno piłki, więcej razy na mundialu z grupy nie wyjdę. Styl zszedł więc na drugi plan. Jestem w 1/8 finału MŚ i dobrze mi z tym – powiedział w rozmowie z „Przeglądem Sportowym Onet”.

„Szczena” odniósł się do stylu gry reprezentacji Polski. Podkreślił przy tym, że za kilka lat wszyscy zawodnicy będą wspominać ten turniej. 

– Rozumiem cierpienie zawodników, którzy nie mogą oddać 15 strzałów na mecz, ale za jakiś czas opowiedzą wnukom, jak byli w 1/8 finału MŚ, jak grali przeciwko Mbappe i jak ich kolega Wojtek bronił karnego Messiego. To jest brzydkie, wiem, dlatego proponuję, by oglądając nas, cieszyli się tym, jak gra rywal, a potem spojrzeli na wynik. W 1/8 finału też postaramy się o niespodziankę. Taki mamy styl – musimy grać bezpiecznie, mamy zawodników lepiej czujących się blisko własnej bramki. Mamy problem z szybkością w defensywie i każda piłka posłana za ich plecy niesie ryzyko. Na mundialu nie gra się po to, by coś tworzyć, ale o wynik – dodał.

Szczęsny opowiedział, jak wyglądały pierwsze godziny po meczu z Argentyną i awansie do fazy pucharowej mundialu. Bramkarz przyznał, że nie mógł powstrzymać łez w trakcie rozmowy z najbliższymi. 

– Głupi jestem, bo ciągle zapominam, że syn ma już cztery lata i kiedy słyszy w telewizorze: „Tata nie wraca do domu”, bierze to dosłownie. Że już nigdy nie wróci. Żona powiedziała, że wszyscy w domu byli podekscytowani, uradowani, a Liam wyszedł zapłakany do drugiego pokoju. Ale przyjeżdża, więc chyba żona wyjaśniła mu, o co chodzi. Po meczu zadzwoniłem do rodziny – wszyscy byli razem i popłakałem się, rozkleiłem jak mały chłopiec. Strasznie ryczałem, łzy płynęły po policzkach. Zeszły emocje, stres, puściło napięcie. Grasz na maksymalnej adrenalinie, a potem nagle dzwonisz do domu, widzisz wszystkich uradowanych, szczęśliwych, rozbawionych, to… coś pęka. Dobra, mogę udawać skromnego, ale wiem, że zagrałem dwa takie mecze, których już długo nie powtórzę. Rodzina bardzo przeżyła mistrzostwa świata w Rosji i to, co się działo po nich. Przyjemnie nie było. A teraz dzwoni, widzę, jak świętują, na ich twarzach jest szczęście, ulga, duma, poczułem niesamowite wsparcie. Nasza wspólna podróż jest długa, kręta i bolesna, a w takich momentach wszystko puszcza. Mój zawód to 99 proc. cierpienia, by uchwycić ten jeden moment szczęścia. I ja właśnie w takiej chwili zadzwoniłem. I się rozryczałem – zakończył.

Źródło: Przegląd Sportowy Onet

Fortuna 1 Liga (335) Legia Warszawa (390) PKO BP Ekstraklasa (629) PZPN (292) reprezentacja Polski (570) transfery (265)

Miejsce na twoją reklamę

Chcesz zareklamować się na portalu z ogromną ilością wyświetleń? Bardzo dobrze trafiłeś!!! To jest miejsce gdzie w dobry sposób pokażesz swoją firmę.

Miejsce na twoją reklamę

Chcesz zareklamować się na portalu z ogromną ilością wyświetleń? Bardzo dobrze trafiłeś!!! To jest miejsce gdzie w dobry sposób pokażesz swoją firmę.