Rodinei, człowiek, za którego występ w jednym meczu zapłacono milion reali

Jak koncertowo roztrwonić prawie 200 tysięcy dolarów ? Przekonał się o tym pewien kibic Internacionalu. Pan Elusmar Maggi Scheffer, bo tak nazywa się ów jegomość, postanowił wyłożyć z własnej kieszeni kwotę 1 miliona reali, tylko po to, by w meczu na szczycie ligi brazylijskiej mógł zagrać Rodinei.

Czytaj dalej Rodinei, człowiek, za którego występ w jednym meczu zapłacono milion reali

Młodzieżowy reprezentant Ghany w gorzowskiej klasie okręgowej

Bardzo ciekawego transferu dokonał Lubuszanin Drezdenko, występujący w gorzowskiej klasie okręgowej.

W barwach tej drużyny w rundzie rewanżowej sezonu 2020/21 zagra Ibrahim Appiah. Ghanijczyk ma 21 lat, został pozyskany z Tudu Myghty Jets FC.

W przeszłości reprezentował swój kraj w kategorii U-17. W roku 2017 przebywał na testach w Atalancie Bergamo, a więc jednej z czołowych drużyn Serie A.

Drużyna Lubuszanina, ktorej wychowankami są m.in. Łukasz Fabiański i Radosław Cierzniak, na chwilę obecną zajmuje szóstą pozycję w tabeli.

Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie FB_IMG_1613159668928-1024x1024.jpg

Czy nowy nabytek pozwoli włączyć się do walki o awans? Czas pokaże.

Wartość Appiaha według portalu Transfermarkt, to 25 tysięcy euro.

Fot. Lubuszanin Drezdenko

Czytaj także:

Osobowości Niższych Lig. Mateusz Bramowicz: Największy sukces jeszcze przede mną

Mateusz Bramowicz, pseudonim „Brama”, ksywka jak najbardziej adekwatna, bowiem zawodnik występującego w Ciechanowsko-Ostrołęckiej klasie okręgowej Żbika Nasielsk po 15 kolejkach rundy jesiennej, ma na koncie… 25 bramek. Czy to najlepszy sezon w jego karierze? Jak łączy piłkę z bardzo wymagającą pracą sapera?

Czytaj dalej Osobowości Niższych Lig. Mateusz Bramowicz: Największy sukces jeszcze przede mną

Kolumbijczyk Jean Franco Sarmiento wzmocnił lidera III ligi. „Moim celem jest gra na najwyższym poziomie rozgrywkowym w Polsce”

Jean Franco Sarmiento, urodzony 7 lutego 1997 roku od dłuższego czasu przebywał na testach w Pogoni Grodzisk Mazowiecki, pokazując się na nich z bardzo dobrej strony. Jak znalazł się w Polsce i gdzie jest jego szczyt możliwości? Odpowiedzi poniżej.

Czytaj dalej Kolumbijczyk Jean Franco Sarmiento wzmocnił lidera III ligi. „Moim celem jest gra na najwyższym poziomie rozgrywkowym w Polsce”

Osobowości Niższych Lig. Maciej Rosiak, kierownik Orła Grzegorzew. Wielki fanatyk piłki nożnej i nie tylko

Maciej Rosiak, kierownik występującego w II grupie wielkopolskiej Ligi Okręgowej Orła Grzegorzew opowie nam o tym jak to jest wygrywać 3:0 na pięć minut przed końcem meczu i…przegrać. Dowiemy się również, co mimo świetnej jak na warunki okręgówki infrastruktury, chciałby jeszcze poprawić.

Dzień dobry. Na początek naszej rozmowy prosiłbym o przybliżenie swojej osoby czytelnikom GF.

Dzień dobry. Witam wszystkich Galaktycznych czytelników. 
Nazywam się Maciej Rosiak, mam 32 lata. Jestem działaczem Klubu Sportowego Orzeł Grzegorzew.  Pasjonat sportu. Piłka nożna, siatkówka, skoki narciarskie, tenis ziemny? Chłonę wszystko, aczkolwiek obowiązki pozostawiają coraz mniej czasu na śledzenie licznych wydarzeń sportowych, a doba nie chce się wydłużyć. 

Kiedy zaczęła się u Pana pasja do piłki nożnej? 

Piłka nożna towarzyszyła mi od najmłodszych lat, zawsze była moim numerem 1. Wolny czas? Na boisko i gramy. Jestem jeszcze młody, ale „nasza” piłka i tak była inna niż ta obecna. Nie mieliśmy orlików równych jak stół, boiska budowaliśmy sami. Bramki, siatki ze sznurków. Teraz wszystko jest podane na tacy, jest takie hermetyczne i w wielu przypadkach tym dzieciakom brakuje później charakteru.

Futbol to? 

To przede wszystkim ludzie, którzy wzajemnie się nakręcają, tworzą niesamowicie skonsolidowane grupy, w których niejednokrotnie jeden za drugim wskoczyłby w ogień. Jeśli wejdziesz do świata futbolu, to już w nim zostajesz. Nie możesz już grać? Zdrowie nie pozwala? To kibicujesz, zostajesz trenerem, sędzią, działaczem. Futbol to religia.

Największy urok Niższych Lig to?

 Prawdziwość tych Lig, czyste sportowe emocje nieskażone pieniądzem.

Drużyna Orła Grzegorzew wraz z 1000 fanką ich FanPage’u. Kobieta otrzymała koszulkę kibicowską oraz proporczyk klubowy.

Najbardziej humorystyczne zdarzenie podczas Pana  działalności w klubie? 

Żadna szczególna sytuacja nie przychodzi mi do głowy. Mamy taką drużynę, że zawsze jest dużo śmiechu.

Najbardziej mrożące krew w żyłach? 

Każda poważniejsza kontuzja, któregoś z chłopaków mrozi krew w żyłach. 

Największy sukces jako działacza Orła Grzegorzew to…

Za sukces uznaję zadowolenie i uśmiech na twarzach najmłodszych adeptów piłki nożnej  w naszym klubie. Jest to znak, że wykonujemy dobrą pracę u podstaw, że wciągamy tych najmłodszych do naszej żółto-niebieskiej rodziny, a to pozwala z nadzieją patrzeć w przyszłość i wierzyć, że klub, który istnieje od 1947 roku, przetrwa kolejne długie lata.

Najbardziej bolesna porażka w tej roli to…

Nie wiem, czy traktować to w kategorii porażki, ale na pewno bolesny cios. Myślę o meczu ligowym na własnym boisku z Wartą Pyzdry. Prowadzimy 3:0. Pięć minut do końca meczu i jeden z naszych kibiców rzuca petardę, która wybucha w pobliżu sędziego asystenta. Weryfikacja wyniku, przegrywamy walkowerem 0:3. Jednym nieprzemyślanym zachowaniem został zniweczony wysiłek zawodników i praca wielu osób, które pracują społecznie nad tym, aby to wszystko funkcjonowało na odpowiednim poziomie. 

Jak wygląda struktura zarządzania klubem?

Główne działania prowadzimy w kilka osób, myślę tutaj o członkach zarządu i działaczach. Ale zawsze kiedy jest potrzeba mobilizacji, każdy poproszony członek klubu chętnie pomaga. Jesteśmy wszyscy jedną drużyną i patrzymy w jednym kierunku. Sam w roli działacza jestem w klubie od dwóch lat, natomiast trzeba powiedzieć otwarcie, że klub ma jednego „ojca”. Jest nim trener Andrzej Sobański, od lat w klubie. Zmieniały się zarządy, prezesi, a on zawsze był i ciągnął ten wózek. Nie wiem, czy gdyby nie jego pasja i zaangażowanie, to klub przetrwałby trudne czasy. Z czasem się to zmieniało, Andrzej zawsze mógł liczyć na wsparcie obecnego prezesa Stanisława Pyki i Pana Zbigniewa Molickiego. Teraz działamy wspólnie, dzielimy się pewnymi obowiązkami i na pewno jest łatwiej.

W ostatnim czasie zaczęliśmy mocno rozwijać media społecznościowe klubu i dbać o taką ogólną otoczkę wokół niego. Zaprojektowaliśmy i wykonaliśmy 2 modele koszulek dla kibiców, wykonaliśmy proporce, nagraliśmy utwór o klubie. Jak tylko możemy, staramy się angażować w akcje pomocy. Chcemy pokazać, że ten klub jest dla nas wszystkich, dla całego społeczeństwa i nie patrzymy tylko na najbliższy mecz, ale chcemy pomagać i dawać coś więcej niż tylko rozrywkę w niedzielne popołudnie.

Pamiątkowa koszulka dla autora utworu „Orzeł to my”. Link do utworu poniżej.

Infrastruktura w niższych ligach jest, jaka jest. Jak wygląda zaplecze drużyny  Orzeł Grzegorzew?

Myślę, że porównując do wielu obiektów w naszym regionie, nie wypadamy źle. Trybuna z krzesełkami dla 480 osób. Automatycznie nawadnianie płyta boiska, która jest na naprawdę dobrym poziomie. Monitoring, nagłośnienie strefowe całego obiektu. Budynek, w którym są dwie szatnie z łazienkami, szatnia sędziowska, sala spotkań, biuro. Do tego na obiekcie znajduje się kort tenisowy i boisko do siatkówki plażowej, a wszystko położone w pięknym otoczeniu lasu. Wiadomo, chciałoby się więcej, jest jeszcze wiele do zrobienia, ale nie możemy też narzekać. A plany na poprawę już są, wiosna ruszamy z pracami. Wymiana bramek na płycie głównej, wymiana części ogrodzenia stadionu, budowa oddzielnego wejścia dla kibiców i odgrodzenie trybuny od płyty boiska. To działania już potwierdzone, na których realizację  mamy zabezpieczone odpowiednie środki finansowe. Realizacja tych planów nie byłaby możliwa bez wsparcia sponsorów i Gminy Grzegorzew, za co dziękujemy. 

Co Pan myśli o decyzji zakazującej jakiekolwiek treningu przez kolejne dwa tygodnie?

Decyzja totalnie niezrozumiała. Kolejna abstrakcja. Otwieramy galerie handlowe, ale zabraniamy ruchu na świeżym powietrzu? Przecież Ci dorośli ludzie codziennie spotykają się z innymi w pracy, w zatłoczonych sklepach. Nie potrafię tego zrozumieć. Myślę, że jako kluby amatorskie powinniśmy wspólnie zacząć walczyć o swoje. 

W którym z zawodników Orła widzi Pan potencjał na największą karierę?

Przed sezonem odszedł od nas junior Hubert Rosiński, który trafił do Akademii Widzewa Łódź i to jemu trzeba życzyć najwięcej szczęścia i wytrwałości, bo jest najbliżej tej „dużej” piłki. W aktualnej kadrze seniorów mamy stosunkowo niską średnią wieku, ale może ci z najmłodszej grupy, którzy dołączyli przed sezonem z juniorów: Filip Leszcz, Marcin Tęgos, bliźniacy Jakub i Bartek Materla, Łukasz Kawczyński, Mateusz Rybczyński. Oni będą stanowili o sile naszego zespołu, a przy odrobinie szczęścia może pokopią jeszcze gdzieś w III lidze. Nie zapominajmy o najmłodszych. Z grupy Orlik do kadry powiatu powoływany jest Filip Rybicki, świetnie w bramce prezentuje się Patryk Korasadowicz. Mamy też świetną dziewczynkę. Martyna Zaczek, gdyby na nią zwrócił uwagę jakiś większy klub, to w przyszłości może być z niej dużo pociechy. Ich wszystkich łączy jeden mianownik: ciężka praca. 

Jaki zawodnik, którego widział Pan na żywo, zrobił największe wrażenie?

Nic odkrywczego – Robert Lewandowski. Poza tym, Jerzy Dudek, którego miałem okazję poznać osobiście.

Maciej Rosiak oraz Jerzy Dudek.

Jak klub jest postrzegany w Waszej lokalnej społeczności? 

Myślę, że ogólny odbiór jest pozytywny, czego dowodem może być frekwencja na trybunach. Myślę, ze często blisko 150-200 osób ogląda nasze mecze, co w tak małym środowisku jest dużym sukcesem.  

Jakie sportowe cele stawia zarząd klubu przed rundą wiosenną?

Na awans nas nie stać. Spokojne utrzymanie, miejsce w okolicach środka tabeli będzie ok. Najważniejsze jest dalsze systematyczne wprowadzanie wychowanków do gry.

Gdyby otrzymał Pan milion złotych i mógł je wydać tylko na swój klub to…

Nie szalejemy, gramy swoimi chłopakami, którzy identyfikują się z tym klubem, podnosimy poziom funkcjonowania i inwestujemy w dzieci i młodzież.

W jakim miejscu widzi Pan siebie i drużynę Orła za 5 lat?

Siebie widzę w Orle i Orła szkolącego coraz więcej najmłodszych adeptów. To tak realnie. 
Ale czym jest życie bez marzeń. Do zobaczenia w 4. Lidze. 

Już kończąc, czego mogę Panu życzyć?

Przede wszystkim zdrowia i powrotu do normalności, bo tego nam wszystkim potrzeba. Zresztą sobie poradzimy. Do zobaczenia na trybunach!

Dziękuję za rozmowę.

******

Czytaj też:

Osobowości Niższych Lig. „Melon”, pomocnik Sokoła Wyczechy opowiada o swojej pasji do piłki nożnej oraz oddaniu ukochanemu klubowi

Czym jest miłość do barw klubowych? Na to pytanie bez wątpienia może odpowiedzieć nam Paweł Łacko, pomocnik grającego w lidze okręgowej Sokoła Wyczechy. Bo jak inaczej niż miłością nazwać to, że „Melon” od 11 lat na mecze i treningi swojej drużyny dojeżdża aż z Koszalina. Koszalin i Wyczechy dzieli… 100km!

Czytaj dalej Osobowości Niższych Lig. „Melon”, pomocnik Sokoła Wyczechy opowiada o swojej pasji do piłki nożnej oraz oddaniu ukochanemu klubowi

Osobowości Niższych Lig. Krzysztof Płóciennik, obrońca Strażaka Mikołów: „Uczę się na błędach, a słowo porażka, zastępuję słowem lekcja”

Co czuje człowiek, który mecz A-klasy musi opuszczać pod eskortą policji? Jak to jest przegrać 0:18? Na te oraz inne pytania odpowie Krzysztof Płóciennik, który przez kolegów z drużyny jest typowany na przyszłego prezesa klubu!

Czytaj dalej Osobowości Niższych Lig. Krzysztof Płóciennik, obrońca Strażaka Mikołów: „Uczę się na błędach, a słowo porażka, zastępuję słowem lekcja”

Były gracz Górnika Zabrze robi furorę w Holandii!

Georgios Giakoumakis, czy ktoś pamięta bramki tego zawodnika z zeszłego sezonu Ekstraklasy?

Tak, ja też nie. Grek w barwach Górnika Zabrze rozegrał 12 meczów w lidze i strzelił raptem 3 gole. Zabrzanie po sezonie bez żalu oddali go do walczącego o utrzymanie w lidze holenderskiej VVV Venlo.

Reprezentant Grecji przeniósł się do Holandii i od początku sezonu stał się zupełnie innym zawodnikiem. Genialnym zawodnikiem. Jego drużyna, przez wielu typowana do spadku z Eredivisie zajmuje bezpieczne 12 miejsce, a Giakoumakis po 19 kolejkach ma na swoim koncie… 20 bramek! To więcej niż strzelił przez 4 ostatnie sezony dla 5 klubów.

Malo tego, jego zespół strzelił łącznie 32 bramki, więc ponad 60% dorobku jest jego autorstwa. Sezon zaczął od hattricka przeciwko FC Emmen.

Na początku pomyslalem: Ok, miał dzień konia, w którym wszystko mu się udało. Jednak gość ani myślał się zatrzymać. W ośmiu meczach strzelił po jednej bramce, dwa razy zaliczył dublet. To jednak dopiero początek, w ciągu ostatnich dwóch tygodni dwukrotnie zaaplikował przeciwnikom po cztery bramki! Maszyna!

Tytuł króla strzelców jest raczej pewny, bowiem nad drugim w klasyfikacji Danilo (Twente Enschede) ma dziewięć bramek przewagi. Jest jeszcze jedno wyzwanie które może go zmotywować do większego wysiłku, należący do Luisa Suareza rekord bramek strzelonych w jednym sezonie (35 goli).

Przy tak wspaniałej dyspozycji nie jest on poza zasięgiem niesamowitego Greka. Władze Górnika pewnie plują sobie w brodę patrząc na jego strzeleckie wyczyny. I slusznie, ponieważ gdyby nie pozbyli się go tak łatwo na pewno dałby kibicom Zabrzan jeszcze wiele radości.

Fot. Górnik Zabrze / VVV-Venlo

*****

Czytaj też:

Robert Lewandowski, co musi zrobić, żeby „przyćmić” Gerda Muellera?

Robert Lewandowski jest bez wątpienia jednym z najlepszych piłkarzy w historii. Wielu (w tym ja) uważa, że to on jest numerem jeden. Jak wygląda sprawa w lidze niemieckiej? Co musi zrobić żeby „zrzucić” z piedestału legendarnego Niemca?

Bardzo dużo mówi się o rekordzie bramek strzelonych w jednym sezonie. Mueller w rozgrywkach 1971/72 strzelił tych bramek 40! Wielu obserwatorów już w zeszłym sezonie zastanawiało się czy to jest właśnie ten rok, kiedy ten wydawałoby się nieosiągalny rekord pęknie.

Gerd Mueller


Lewandowski notował świetne liczby, trochę pomogła mu pandemia koronawirusa. Robert doznał kontuzji, która wykluczyłaby go z kilku meczów, jednak z powodu pandemii wprowadzono lockdown i rozgrywki zostały na jakiś czas wstrzymane. Niestety, nie udało się, licznik bramek zatrzymał się na 34. Gerd Mueller nadal był poza zasięgiem, ale rekord w największej liczbie strzelonych w jednym sezonie przez obcokrajowca należał do Polaka.

Ten sezon Lewandowski zaczął jeszcze mocniej niż poprzedni. Po 18 kolejkach (zagrał w 17) ma na koncie już 23 bramki i jeżeli podtrzyma skuteczność na obecnym poziomie, rekord padnie po blisko 50 latach.

Inaczej wygląda sprawa jeżeli weźmiemy pod uwagę największą ilość bramek w historii ligi niemieckiej. Tutaj oczywiście też dominuje mistrz świata z 1974 roku. Jego licznik zatrzymał się na 365 bramkach (w 427 meczach) Rober Lewandowski na dzień dzisiejszy ma tych bramek 259 (w 338 meczach).Tak więc do odrobienia zostało 106 bramek. Przy obecnej skuteczności Roberta wystarczyłyby trzy sezony.

Ten starszy Pan strzelił w Bundeslidze 365 bramek.


Musimy jednak wziąć pod uwagę wiek naszego rodaka, w końcu w sierpniu skończy już 33 lata.

Jednak moim zdaniem jest na tyle ambitnym człowiekiem, że nie odpuści aż do czasu przebicia statystyk legendarnego zawodnika Bawarczyków. Przykłady Cristiano Ronaldo czy Zlatana Ibrahimovicia pokazują, że przy odpowiednim prowadzeniu się można grać w piłkę na światowym poziomie nawet grubo po 35 roku życia.

Foto. Bayern Monachium

Marcinho znalazł nowy klub! Zagra w zespole dwukrotnego mistrza Polski

Brazylijczyk Marcinho, z którym miałem przyjemność przeprowadzić ostatnio wywiad, związał się z dwukrotnym mistrzem Polski, Polonią Warszawa.

Marcinho opuszcza Lubań Maniowy, który jest liderem wschodniej grupy małopolskiej IV ligi. Brazyliczyk w obecnym sezonie był najskuteczniejszym strzelcem czwartoligowych rozgrywek w Małopolsce.

Polonia Warszawa występuje obecnie w pierwszej grupie trzeciej ligi z dużymi szansami na awans poziom wyżej. Warszawski zespół jest sklasyfikowany na trzecim miejscu z pięcioma punktami straty do lidera.

Życzę powodzenia w dalszej karierze, na pewno będę śledził. Wywiad z Marcinho znajdziecie TUTAJ

******

Czytaj też:

Osobowości Niższych Lig. Krzysztof Bigas, kierownik KS-u Gwoździany: Gdzie widzę siebie za 5 lat? Z tym trenerem przynajmniej w okręgówce

Krzysztof Bigas, kierownik i człowiek orkiestra w KS Gwoździany, beniaminka A- klasy okręgu Lubliniec. Człowiek od papierkowej roboty, ale jeżeli trzeba potrafi również chwycić za łopatę i pomóc w wykopaniu źle ustawionej bramki. Bardzo ciekawa rozmowca. Serdecznie zapraszam!

Na początek powiedz proszę kilka słów o sobie dla czytelników GF, którzy Cię jeszcze nie znają z publikacji na łamach portalu.

– Mam 28 lat, już prawie dwa lata działam w KS Gwoździany, głównie jako kierownik drużyny. Jestem pasjonatem sportu, historii. Lubię przeczytać dobrą książkę i zobaczyć dobry film.

Piłka nożna od kiedy pojawiła się w Twoim życiu?

– Świadomie oglądam piłkę od MŚ w Korei i Japonii, pamiętam też finał Pucharu UEFA z 2002 roku, w którym Feyenoord pokonał BVB. Początek XX wieku to także okres, w którym zaczęliśmy codziennie, niezależnie od warunków grać w piłkę z kumplami, niektórzy z tego grona dziś stanowią o sile KS Gwoździany.

Futbol to dla Ciebie pasja? A może zupełnie coś innego?

– Zawsze pasja, która przez długi czas koncentrowała się wokół polskiej Ekstraklasy. Dziś jednak moje zainteresowanie sfokusowane jest jednak na naszych, lokalnych ligach. W ubiegłym roku udało mi się zobaczyć blisko 30 spotkań, licząc tylko te, w których nie uczestniczył nasz klub.

Czy zanim zostałeś kierownikiem drużyny sam grałeś w piłkę?


– Jak już wspominałem w piłkę graliśmy bardzo dużo, to był czas, w którym popisywałem się moimi umiejętnościami bramkarskimi. Jeżeli chodzi o grę w klubie to przez pewien czas trenowałem w trampkarzach.

Mam też za sobą debiut w barwach KS Gwoździany w rozgrywkach B klasy, pojawiłem się na boisku na prawym skrzydle w 88. minucie wygranego 4:0 spotkania z Zielonymi Zborowskie. W czasie mojego występu, wynik nie uległ zmianie, a sędzia zakończył mecz nie doliczając nic do drugiej połowy.

Największy sukces i największe rozczarowanie w Twojej pracy?

– Jako kierownik największym sukcesem jest to, że w każdym meczu wszystkie kwestie formalne są wykonane poprawnie i przez dotychczas tylko dwie rozegrane rundy ustrzegliśmy się walkowera. Działając w strukturach klubu tych sukcesów jest wiele więcej i mają one bardzo wielu ojców m. in Adama Popande czy Grzegorza Gajdę.

Ciągły rozwój, przede wszystkim pod względem infrastrukturalnym, to naprawdę powód do dumy. W niecałe dwa lata udało nam się doprowadzić płytę boiska (które przez 14 lat było nieużywane) do dobrego, oczywiście jak na nasze możliwości finansowe, stanu.
Jesteśmy w trakcie remontu budynku klubowego, za nami już remont pomieszczenia sanitarnego, na który uzyskaliśmy dotację dzięki Łukaszowi Trzepizurowi.

Boisko KS Gwoździany w czerwcu 2019 roku

Boisko KS Gwoździany obecnie

Porażka?

– Kiedyś usłyszałem, że przez takich jak ja, ktoś nie chce grać w KS Gwoździany.

Najlepszy piłkarz jakiego widziałeś na żywo?

– W momencie, w którym go oglądałem to na pewno Igor Angulo. Kiedyś miałem okazję zobaczyć mecz Polska-Serbia U-15, może ktoś z piłkarzy grających w tym meczu prezentuje dziś wysoki poziom.

Ile czasu zajmuje futbol w Twoim życiu dziennie, tygodniowo czy miesięcznie?

– Jeśli chodzi o śledzenie rozgrywek to nie tak dużo jak kiedyś. W czasie trwania sezonu w niższych ligach to kilkanaście godzin tygodniowo, ale doliczając czas, który udaje mi się przeznaczyć np. na koszenie naszego boiska od poniedziałku do niedzieli, tych godzin może się zebrać nawet około 40.

Na półmetku sezonu zajmujecie miejsce w środku tabeli. Jaki jest cel na rundę rewanżową? Powalczycie o coś więcej, czy raczej na ten sezon spokojne utrzymanie?

– Walkę o awans stoczą ze sobą Orzeł z Wartą. My na pewno o tym dziś nie myślimy, w końcu jesteśmy beniaminkiem. Dla nas w tej chwili najważniejszy jest spokojny, ale ciągły rozwój i to, abytrener Łuczyński powiedział w czerwcu – wiosna lepszą od jesieni.

KS Gwozdziany to dla Ciebie…?

– Niektórzy pewnie powiedzą, że zdecydowany numer jeden.

W jakim miejscu na futbolowej mapie widzisz KS, powiedzmy za 3 lata?

– Pod wodzą Jacka Łuczyńskiego? W okręgówce.

Bliscy nie narzekają na Twoją futbolową zajawkę?

– To właśnie ci co uważają, że klub jest dla mnie na pierwszym miejscu.

Najbardziej humorystyczne zdarzenie z Twoim udziałem na meczu?

– Mój występ na boisku.

A najbardziej dramatyczne, mrożące krew w żyłach?

– Mój pierwszy raz. To w ogóle pierwszy oficjalny mecz KS Gwoździany. Puchar Polski na terenie lokalnego rywala. Chłopaki wygrali mecz w karnych, a ja zastanawiałem się cały czas czy nie zrobiłeś czegoś źle, za co mogliśmy otrzymać walkower.

Jeden dzień, który chciałbyś zmienić i przeżyć od nowa jako kierownik drużyny?
Czy coś był zmienił?

– Chyba nie, żadna moja decyzja nie miała negatywnego wpływu na działanie drużyny czy klubu.

Krzysztof Bigas dziś to…

– Kierownik drużyny w A-klasie, który w czasie i przed rozpoczęciem rozgrywek przejmuje się bardzo wieloma szczegółami.

Krzysztof Bigas za 5 lat to…

– Kierownik drużyny w okręgówce przynajmniej (śmiech), oczywiście w KS Gwoździany! W klubie, który posiada sekcje młodzieżowe. A niedogodności, które nam teraz doskwierają odeszły już dawno w niepamięć.

Skąd smykałka do bycia „ogarniaczem”? Wiem, że zajmujesz się w klubie wieloma aspektami i robisz to profesjonalnie.

– To chyba nie jest nawet smykałka to po prostu stało się samoczynnie. Klub był założony w maju 2019 roku i od samego początku można było usłyszeć wiele negatywnych opinii. Wtedy jeszcze nie wiedziałem o tej inicjatywie, bo mieszkałem w Opolu, ale w czasie jednej z rozmów dodano mnie do grupy na messengerze, która wtedy scalała jeszcze przyszłych i niedoszłych piłkarzy KS, zarząd oraz wiele osób innych osób.

Pierwszą rzeczą jaką zrobiłem dla klubu, była pomoc przy wykopaniu jednej z bramek, bo w czasie gdy w Gwoździanach nie funkcjonował żaden klub, przeprowadzono pewne pracę na boisku, które zakończyły się tym, że bramki nie były do siebie ustawione równolegle.
Potem, Adam-prezes klubu, napisał na wspominanej już grupie, że oficjalnie jesteśmy w B klasie. Stwierdziłem, że to informacja, która musi znaleźć się na Facebooku i w sumie tak stałem się odpowiedzialny za social media KS Gwoździany. Też Adam zaproponował mi stanowisko kierownika. Wracając do naszego Fanpagu uznałem, że musi być prowadzony tak jak klub, na poważnie i z zaangażowaniem.

Na którego zawodnika KS Gwoździany warto zwrócić uwagę?

– Na pewno dwaj nasi najlepsi strzelcy Szymon Kasprzak, Dominik Niemiec (przystosowany przez trenera Łuczyńskiego ze skrzydłowego na środkowego obrońcę), Sebastian Bator oraz nasz bramkarz Paweł Mrugala. Są to ciągle dość młodzi zawodnicy. Dziś często stanowią o sile drużyny, a trzech z nich miało dość długie przerwy od treningów i do gry w piłkę wrócili dopiero w barwach KS Gwoździany.

Poświęcasz wiele czasu na pracę w klubie. Czy pojawiało się zwątpienie? Myśl, żeby rzucić to wszystko…

– Moja praca nie przynosi wymiernych korzyści dla klubu, więc gdy frekwencja na treningach czy meczach jest słabsza spotyka się to z moją irytacją.

Piłka nożna w niższych ligach jest traktowana po macoszemu przez centralne władze. Jakie jest Twoje zdanie?

– Tak, nawet patrząc na sytuację, z którą musimy się mierzyć od blisko roku. PZPN w tym momencie powinien wziąć większą odpowiedzialność na swoje barki, gdy w czerwcu rozgrywaliśmy pierwsze po przerwie sparingi, sędziowie na Śląsku mieli zakaz „gwizdania”. Zaś w województwie opolskim, arbitrzy mogli prowadzić mecze, ale to kluby miały zakaz ich rozgrywania.

Pomysły na promocję klubu przychodzą pod wpływem chwili czy są raczej misternie przygotowywane?

– Zdecydowanie pod wpływem chwili, tak było chociażby na początku współpracy z Galaktycznym Futbolem. Widziałem, że portal nawiązuje współpracę z klubami. Spróbowałem, napisałem, udało się i tak od lata możemy pochwalić się partnerem medialnym.

Krzysztof, czego Ci życzyć?

– Przede wszystkim spokoju, żebyśmy wszyscy mogli w spokojnych i normalnych warunkach przygotować się do rundy wiosennej i zagrać ją z kibicami na „trybunach”

Dziękuję bardzo za rozmowę.

Fot. KS Gwoździany / archiwum prywatne Krzysztofa Bigasa.

Ransom Akangmba, czyli afrykański luz w polskiej okręgówce

Ransom Etengeneng Akangmba to 24 letni piłkarz, który występuje w Konopiance Konopki grającej w lidze okręgowej grupa Ciechanów-Ostrołęka. Wcześniej występował m.in. w Płomieniu Dębe Wielkie, Union Douala, Synyodev Buea, F.C. Lagos Nigeria. Akangmba to środkowy pomocnik, którego dużym atutem jest dobre wykonywanie stałych fragmentów gry.

Czytaj dalej Ransom Akangmba, czyli afrykański luz w polskiej okręgówce

Lukas Klemenz odszedł z Wisły Kraków. Ciekawy kierunek

25 letni zawodnik, którego ojciec pochodzi z Afryki związał się z Honvédem Budapeszt.

Polski obrońca podpisał kontrakt z węgierskim klubem do czerwca 2023 roku z możliwością przedłużenia o kolejny sezon. Jest to transfer gotówkowy, jednak sumy odstępnego nie udało mi się ustalić.

Lukas Klemenz przygodę z futbolem rozpoczynał w juniorskich zespołach Sparty Prudnik, Fortuny Głogówek i Pomologia Prószków.

Podczas swojej kariery do tej pory związany był z takimi klubami jak Odra Opole, Valenciennes B, Korona Kielce, GKS Bełchatów, Olimpia Grudziądz oraz GKS Katowice.

Od 21 stycznia 2019 roku obrońca był zawodnikiem krakowskiej Wisły. W aktualnie trwającym sezonie wystąpił w jej barwach w czterech spotkaniach PKO BP Ekstraklasy. Łącznie spędziła na boisku 228 minut.

Źródło: Wisła Kraków, własne, transfermarkt.pl

******

Czytaj też:

Marcinho, najskuteczniejszy zawodnik IV ligi w Małopolsce w rozmowie z Galaktycznym Futbolem

Marcio Manoel Oliviera da Silva Filho, znany szerszej publiczności jako Marcinho gwiazda IV ligowego zespołu Lubań Maniowy opowiada nam o swoim życiu, karierze oraz miłości do ruskich pierogów.

Na początek muszę zapytać o polską kuchnię, co najbardziej lubisz, a czego nigdy więcej nie zjesz?

Zdecydowanie pierogi, najbardziej lubię ruskie lub ze szpinakiem. Za to nigdy więcej nie zjem kaszanki.

Co najbardziej lubisz w Polakach?

– Myślę, że Polacy są poważniejsi, traktują sprawy z większą odpowiedzialnością i większym szacunkiem dla innych.

Jak to się stało, że trafiłeś do Polski?

Miałem znajomego z Brazylii, który tu w Polsce gra i mieszka, to właśnie on mi zaproponował abym spróbował i tak zostałem w Polsce.

(Dodam, że chodzi o Hernaniego, znanego z gry m.in. w Koronie Kielce czy Pogoni Szczecin – przyp. redakcji)

W jakich klubach grałeś w Polsce?

KS Zakopane, Poprad Rytro i Lubań Maniowy.

Najlepszy piłkarz z jakim grałeś w jednej drużynie?

Trenowałem i grałem z wieloma dobrymi zawodnikami, kiedy byłem w kategorii juniorów, więc jeśli mam wymienić tylko jednego gracza, będzie to niesprawiedliwe w stosunku do innych.

Najlepszy piłkarz przeciwko, któremu grałeś?

Alex Silva, pamiętam go, ponieważ jest obrońcą, więc zawsze był blisko mnie. Uważam, że był jednym z najlepszych graczy, z którymi grałem.

Jak Ci się żyje w Polsce?

Jest dobrze, jestem w Polsce ponad dwa lata i teraz wszystko rozumiem, mogę normalnie pogadać po polsku z każdym. Pewnie, że na początku trudno było, klimat i język, ale myślę, że naprawdę mam lepsze życie tutaj niż w Brazylii.

Czy planujesz zagrać w wyższej lidze w Polsce czy może spróbujesz sił w innym kraju

Ja lubię wyzwania, oczywiście że chcę grać jak najwyżej ale nie jest to łatwe , jaki będzie kolejny krok, to nie wiem, ale chciałbym jeszcze spróbować zagrać wyżej i co będzie to będzie, czas pokaże.

Ulubiony klub?

Avai FC, drużyna której kibicują dziadek, tata i brat. Grałem tam kiedy byłem młody. Ten klub jest moim ulubionym

Ulubiony piłkarz?

Ronaldinho Gaucho

Co chcesz robić po zakończeniu kariery?

Lubię piłkę, lubię się bawić, lubię dzieci, to może coś jako trener w akademii, myślę że to fajna sprawa, czemu nie?

Jakie macie cele na drugą część sezonu?

Jesteśmy bardzo mocnym zespołem , mamy bardzo dobrego trenera, myślimy tylko o tym żeby zagrać dobrą rundę rewanżową i awansować do 3 ligi.

Jaka jest atmosfera w szatni?

Mega, jest dużo zabawy i żartów w szatni

Jakiś śmieszny moment z polskich klubów?

Niedawno były moje urodziny i w prezencie dostałem trochę jajek i mąki na głowę, tak świętujemy w Brazylii.

Na koniec statystyki Marcinho w obecnym sezonie:

14 meczów / 13 w pierwszym składzie
1174 minuty na placu gry
18 bramek ( z 37 strzelonych przez cały zespół)
3 asysty

Fot. Lubań Maniowy

Lubań Maniowy jest liderem wschodniej grupy małopolskiej IV ligi.

******

Czytaj też:

Halo, Ekstraklaso, jest bramkarz do kupienia!

Wczorajszy wieczór upłynął mi leniwie, przed telewizorem. Odpaliłem sobie Copa del Rey i mecz Cornella – FC Barcelona. Mecz który wygląda podobnie to wczorajszego starcia Realu Madryt z Alcoyano. Różnica klas podobna, bowiem rywal Barcelony gra na tym samym poziomie rozgrywkowym co pogromca „Królewskich”

Jednak moją uwagę zwrócił bramkarz  drużyny występującej w Segunda Division B. Mowa o Ramonie Juanie Ramirezie. 21-letni golkiper gospodarzy rozgrywa wspaniałe zawody, wybronił kilka bardzo trudnych sytuacji a co najważniejsze został pierwszym bramkarzem w historii który obronił dwa rzuty karne w meczu przeciwko FC Barcelonie.

Żaden bramkarz w ponad 120-letniej historii Katalończyków nie dokonał tego co ten młokos ze skromnego klubu.

Przyznam szczerze, że nie wiem jak prezentuje się w rozgrywkach ligowych, jednak to co zaprezentował dzisiaj zawodnik w kasku a’la Petr Cech jest godne podziwu.

Panowie prezesi klubów Ekstraklasy, moze warto mu się przyjrzeć?

Fot. Cornella

******

Czytaj też: