Kolejny samosąd na arbitrze podczas meczu Niższych Lig. „Sorry, że musieliście coś takiego oglądać”

Trwa proceder dokonywania samosądów na arbitrach podczas meczów w niższych klasach rozgrywkowych. Tym razem do naruszenia nietykalności cielesnej sędziego doszło w czasie spotkania trzeciej grupy krośnieńskiej Klasy A pomiędzy Orłem Bieździedza i LKS-em Czeluśnica.

W ostatnim meczu rundy jesiennej Orzeł Bieździedza na własnym stadionie spotkał się z zespołem z Czeluśnicy. Pojedynek zapowiadano jako piłkarskie święto. Na trybunach zasiedli przedstawiciele władz związkowych, Burmistrz Miasta i Gminy Kołaczyce wraz z przewodniczącym Rady Gminy oraz lokalne media. Przed rozpoczęciem spotkania został uhonorowany Janusz Kulig za wieloletnią działalność na rzecz klubu.

Niestety atmosferę zepsuł zawodnik gospodarzy Dominik Kowalski, któremu „nie zagrało coś na stykach”. Jest to stan, w który coraz częściej zapadają zawodnicy Niższych Lig, gdy widzę obok siebie pana z gwizdkiem. Inaczej możemy określić to zjawisko jako „odcięcie prądu”.

Do przykrego w skutkach zdarzenia doszło w 32. minucie spotkania, tuż po rzucie karnym dla zespołu gości, który na gola zamienił Wojciech Munia.

– Dominik Kowalski, który tuż po wykorzystaniu rzutu karnego przez Wojciecha Munię, za wszelką cenę chciał coś tłumaczyć sędziemu i otrzymał drugą, a w konsekwencji czerwoną kartkę. Jakby tego było mało naruszył nietykalność cielesną Antoniego Pelczarskiego, a ten ani się nie zastanawiając zakończył zawody – poinformował Orzeł Bieździedza na stronie internetowej.

– Kiedy w 30. minucie ewidentnie faulowany Andrzej Jakubowski padł w naszej szesnastce, a sędzia wskazał na „wapno” rozpętała się prawdziwa burza, bo przewinienie miało miejsce na skraju i tak naprawdę nie do końca wiadomo czy w polu karnym czy poza nim. Było mnóstwo dyskusji, a dalsze losy już znacie – czytamy w dalszej części relacji.

Chamski występek swego zawodnika potępił prezes Orła Grzegorz Lisowski.

„Nie tak to miało wyglądać, nie w ten sposób mieliśmy kończyć udaną rundę i nie na takie podziękowanie zasłużył Jan Kulig. Dominik Kowalski zburzył całą historię, zachował się karygodnie i skompromitował klub w żenujący sposób. Jako Zarząd i jako ja sam, prezes Grzegorz Lisowski, przepraszam za te wydarzenia i oświadczam, że najlepszym rozwiązaniem w tej sytuacji byłoby zapadnięcie się pod ziemię. Sorry, że musieliście coś takiego oglądać...”

Trudno jest dodać cokolwiek więcej. Słowa prezesa mówią same za siebie. Patologia trwa, a jej końca nie widać. Jeżeli nie zostaną wprowadzone zmiany prawne, które zapewnią arbitrom większą ochronę, kiedyś taki samosąd zakończy się tragedią.

Były sędzia międzynarodowy Rafał Rostkowski złożył petycję do Senatu Rzeczypospolitej Polskiej o wprowadzenie zmian w przepisach prawa dla zapewnienia sędziom sportowym większego bezpieczeństwa i lepszej ochrony prawnej.

***

Foto: Alex Fox z Pixabay