fbpx

Jewhen Konoplanka nie wytrzymał przed kamerą. „Niech Putin spier… z naszej ziemi!”

Jewhen Konoplanka na początku lutego podpisał kontrakt z Cracovią. 86-krotny reprezentant Ukrainy w nowym klubie zadebiutował w poniedziałek, w przegranym 1:2 spotkaniu ekstraklasy z Bruk- Betem Termaliką Nieciecza. Po meczu udzielił emocjonalnego wywiadu, w którym odniósł się do obecnej sytuacji na Ukrainie.

Czytaj dalej „Jewhen Konoplanka nie wytrzymał przed kamerą. „Niech Putin spier… z naszej ziemi!””

„Spowiedź” ultrasa: Widziałem wiele w kibicowskim światku, jeśli nie wszystko

Ponad dwa lata temu, gdy jeszcze nie było nawet w planach pomysłu na Galaktyczny Futbol, „popełniłem” tekst na jednym z piłkarskich portali. Namówiłem na zwierzenia swego kumpla. Dziś przypomnę tę opowieść. Zapraszam.

Poznaliśmy się w gdzieś w świecie. Darek zaimponował mi ogromną wiedzą na temat futbolu. Sypał statystykami jak z rękawa, opowiadał, analizował, żył futbolem. Z czasem okazało się, co przyjąłem z ogromnym zaskoczeniem, że należał do jednej z najgroźniejszych grup kibicowskich w Polsce. Darek od lat jest związany z Pasami.

Dziś, nie bierze już czynnego udziału w kibicowaniu ukochanej drużynie, życie potoczyło się w innym kierunku. Wspomnienia jednak pozostały… niektóre mrożące krew w żyłach.

***

Moja przygoda z kibicowaniem zaczęła się pod koniec lat 70-tych, gdy jako mały chłopiec siadałem przed telewizorem i oglądałem transmisje ówczesnej pierwszej ligi, a głównie Ruchu Chorzów, w którym grał mój wujek. Piłka nożna zafascynowała mnie do tego stopnia, że razem z dwoma moimi braćmi ciotecznymi założyliśmy klub sportowy i rozgrywaliśmy oficjalne mecze we wszystkich turniejach Dzikich Drużyn i to przeważnie z sukcesami. Nasza drużyna stała się na tamte czasy tak profesjonalna, że przyjmowaliśmy do niej nowych członków, zawodników bez większych umiejętności piłkarskich. Wtedy liczyło się tylko to, aby regularnie płacili nam składki na utrzymanie klubu.

Tak więc, młode lata minęły na kibicowaniu przed telewizorem i regularnemu graniu w piłkę w w/w klubie oraz w bardziej profesjonalnej drużynie, którą zasilałem od trampkarzy do juniorów RKS Radomsko. Ze względu na słabe wyniki w nauce, moje treningi kończyły się zawsze w październiku, czyli po pierwszej wywiadówce w szkole, bo mama nie zdając sobie sprawy z dalszych konsekwencji i blokowania mojej kariery, dawała mi tzw. szlaban na treningi. A może teraz byłbym bogaty jak Kowalczyk lub Hajto…Także prawie nigdy nie dotrwałem do pierwszego okienka transferowego.

Ze względu na powyższą sytuację zająłem się tylko kibicowaniem drużynom na najwyższym stopniu rozgrywkowym. Niektórzy mogą to dziwnie odebrać, ale na samym początku mojej drogi kibicowskiej nie byłem przywiązany do jakiejś jednej drużyny. Po prostu byłem kibicem piłki nożnej. Mój pierwszy wyjazd na poważną piłkę był w roku 1986 na mecz Widzew Łódź – Pogoń Szczecin. Z tego meczu pamiętam tylko tyle, że Widzew wygrał 2:0, druga bramka padła na tę, za którą siedziałem. Wtedy nie liczył się wynik ani widowisko sportowe, tylko samo dotarcie na mecz i powrót. To był wyczyn. Pełny pociąg kibiców, wszyscy pod wpływem, konduktorzy i kierownicy pociągu pochowani po dziurach, na peronach kordony milicji w kaskach jak dzisiejsi antyterroryści i my nagrywani przez lokalną telewizję. To były czasy, na drugi dzień w szkole byliśmy bohaterami. Tak między innymi wyglądały moje wyjazdy z kumplami na takie mecze.

Mam w pamięci szczególny dla mnie mecz w roku 1988 w kwietniu, gdy Górnik Zabrze podejmował Legię. Będąc wtedy u rodziny na Śląsku, postanowiłem obejrzeć ten mecz na żywo. To nie były czasy karnetów, a więc wpakowałem się w pociąg, jadący w stronę Zabrza. Siedzę grzecznie jako 18-latek z wagą wynoszącą 60 kilogramów…Za kilkadziesiąt minut na żywo będę widział Darka Dziekanowskiego, ówczesnego piłkarza Legii, potocznie nazywanego w tamtych czasach „zdrajcą Widzewa”. Pociąg ruszył, na jednej z kolejnych stacji wpada banda kiboli napakowanych jak Marek Perepeczko, bo Pudziana wtedy jeszcze nie znali i sprawdzają bilety jak kanary- kto skąd jedzie, a przede wszystkim, kto skąd jest. Nie daj Bóg, żeby się wtedy okazało, że ktoś z podróżujących jest z Warszawy. Wagon byłby na pewno skąpany we krwi. Oczywiście, zawsze miałem pecha, podchodzą do mnie i pytają skąd jestem, skąd jadę… Wręczam im legitymację szkolną i słyszę: „To jakiś leszcz z Krakowa, a nie kibic.” Poty mi odeszły razem z nimi. Pomyślałem sobie: Ale ich zrobiłem…

Dojechałem do Zabrza, stoję po bilet przy kasie na stadionie, tymczasem ta sama ekipa, co z peronu wychwytuje kibiców z Legii. Nie minęła minuta, walą w moją stronę i znowu: „Skąd jesteś? Co tu robisz? Rozepnij kurtkę!” Wylegitymowałem się, pokazałem, że pod kurtką nic nie mam i pozwolili wejść mi na stadion. Sekundę po przejściu przez 'bramkę’, usłyszałem jak goście stojący po bilety, będąc już na stadionie z ulgą porozpinali swoje kurtki i powyjmowali szaliki Legii Warszawa! Kurwa, to byli Legioniści! Żeby to oni musieli się legitymować, a nie ja w kolejce, byłbym świadkiem pierwszego zbiorowego morderstwa w swoim życiu.

Nawiązując do stadionu Górnika Zabrze na ul. Roosevelta 81, mam sentymentalne i jedyne w swoim rodzaju wspomnienie, ponieważ byłem tam pierwszy raz w życiu na meczu międzypaństwowym i to naszej reprezentacji. Miałem wtedy 17 lat, 14 października 1987 rok. Przegraliśmy wtedy 0:2 załatwił nas wtedy nie kto inny jak Ruud Gullit. Do dzisiaj dumny jestem, że on później okazał się jednym z najlepszych napastników na świecie i ja miałem przyjemność widzieć go na żywo. Po meczu ochrona była tak bystra, że wzięła mnie za Holendra i dostałem się do autokaru kibiców z Holandii. Naszą ochronę mogłem przechytrzyć, ale kibiców Holandii już nie. W grzeczny sposób wyprosili mnie z autokaru, gdy zorientowali się, że nie umiem słowa po holendersku. W tamtych czasach już byłem 'kozakiem’ dla moich kolegów za ten wyczyn. Druga sytuacja ze Śląska, która bardzo utkwiła mi w pamięci, to mecz na ul. Bukowej w Katowicach, GKS-Lech Poznań w sezonie 1988/1989. Po pierwsze był to na tamte czasy najnowocześniejszy stadion w Polsce (chyba do dzisiaj tak wygląda z tego co wiem i niestety nie jest już nowoczesny), a druga sprawa, to siedziałem na trybunach blisko pana Andrzeja Zydorowicza, który wtedy prowadził transmisję z tego meczu dla Polskiego Radia. GKS wtedy wygrał 4:1 i pomimo sympatii do Lecha szczęśliwy wracałem do domu.

Mój pierwszy mecz w Lidze Mistrzów, to czysty przypadek i paradoks życiowy. Nigdy nie lubiłem Legii i nie cierpię do dzisiaj za to, że jest faworyzowana, w szczególności przez kilku znanych dziennikarzy i nie tylko. Byłem na Łazienkowskiej wtedy pierwszy raz, na meczu Legia – IFK Goteborg. Nic specjalnego, mecz jak mecz, ale za 2 tygodnie płynąłem do Szwecji promem do pracy i okazało się ze płyną nim kibice Legii na rewanż. Musiałem uważać, aby się nie wygadać jaki mam stosunek do ich klubu. Chociaż w sumie mało mnie to wtedy interesowało, ponieważ poznałem wówczas Piotra Protasiewicza, żużlowca, który udawał się na zawody do Szwecji.

Pierwszy raz z kibicami Cracovii miałem styczność na osiedlu, którym wtedy mieszkałem, było to pod koniec lat 80-tych. Było to osiedle „Piaski” obok był „Kozłówek”, który też należał do Cracovii. Było fajnie i przyjemnie, bo można było chodzić w barwach klubowych. Po prostu tam rządziła Cracovia i było to chyba drugie największe skupisko kibiców Cracovii po „Kazimierzu”. W tamtych czasach pomimo tego ze kibicowało się Pasom, to prawie każdy i tak miał kumpli z Wisły ze szkoły lub pracy. Ja znałem nawet takich kibiców, którzy chodzili w jeden weekend na mecz Cracovii, a w drugi na mecz Wisły i było ok. W tamtych czasach nie było takiego „ciśnienia” na obcinanie sobie rąk maczetami i tak drastyczne pobicia jak później.

Pamiętam jeden wypad nocny na osiedle „wiślackie” w celach zarobkowych. Jako młodzi chłopcy kradliśmy radia z samochodów, a że na swoim osiedlu się nie kradło, to wyruszyliśmy na teren wroga. Już po udanej akcji wracamy między blokami na swój rewir z łupami, a tu nagle zastępuje nam drogę około dziesięcioosobowa grupa kibiców Wisły. Słyszę, jak mówią: No to „Żydki” mamy was. Pytają się nas co tutaj robimy o tej porze. Kłamać nie było sensu, bo każdy z nas miał po dwa radia z samochodu, a więc mówimy, że byliśmy na robocie. Myślałem, że teraz to już na pewno będzie po nas, a tu słyszę jak jeden z nich mówi do swoich ziomków: „Ok, na robocie są, puścić ich!” Całe życie przeszło mi przed oczami a tu takie coś. Wróciliśmy spokojnie do domu i wiem, że w obecnych czasach taki numer by nie przeszedł, bo byłoby po nas. Wtedy było jakoś bardziej honorowo.

W ten sposób zarabialiśmy kasę, przede wszystkim na weekendowe imprezy związane z meczami. Cracovia grała wtedy w 3 lidze, a więc nawet mecze wyjazdowe nie stanowiły większego problemu. Najdalszy wyjazd wtedy, to był chyba Rzeszów, około 160 km, a były tam wtedy dwa kluby: Zelmer i Stal. Graliśmy również blisko, bo z Garbarnią i Wawelem, który był też znienawidzony jak Wisła. Po pierwsze był to klub wojskowy, a po drugie na dzielnicy „wiślackiej” Bronowice. Ogólnie było fajnie i spokojnie, każdy w tygodniu starał się coś zarobić, żeby było na weekend, bo mecze to praktycznie jedyna atrakcja w tamtych czasach. Oczywiście zdarzały się rożnego rodzaju akcje i awantury z kibicami Wisły, ale nie było to tak drastyczne jak później.

Na początku lat 90-tych zaczęło wszystko się zmieniać. Trafiłem pierwszy raz za kratki i po opuszczeniu zakładu karnego wszystko było już inne. Poznałem wielu innych kolegów z którymi trzymaliśmy się na wolności. Nic tak nie cementuje chyba przyjaźni jak wspólny pobyt w jednej celi. Nikt chyba wtedy nie zauważył jak zwykle kibicowanie przemienia się w bandycki proceder, oczywiście nie wszystkich kibiców to dotyczy! Pamiętam wtedy jeden z pierwszych gangów „Anty-Wisła”, który pomiędzy meczami zajmował się wszystkim na czym można było tylko zarobić. Do dzisiaj jest ta grupa, ale nazywana jest już „Młoda anty-Wisła”.

Na dobre wojny kibiców zaczęły się, gdy pojawiły się narkotyki. Nie chodziło tu już wtedy o piłkę, a o kasę. Każdy chciał na tym zarabiać, bo był już duży hajs. Powstawały nowe grupy, które kibicowały temu samemu klubowi, ale prowadziły odrębne interesy. Po prostu zrobiło się za dużo przywódców, którzy nie chcieli się dzielić zyskami i tak jest do dzisiaj. W tym samym czasie kibice Wisły robili to samo i dochodziło do konfliktów nie na tle kibicowania, ale na typowo gangsterskim. Zaczęły się wtedy ciężkie pobicia i morderstwa. Nawet na typowe ustawki nikt nie chciał się godzić z Cracovią lub Wisłą, bo te dwa kluby używały tzw. sprzętów, czyli noży i maczet.

Chcąc więcej zarabiać na narkotykach, kibice poszczególnych klubów zaczęli przejmować bramki w lokalach i dyskotekach. Pierwszą ofiarą tego zjawiska był Andrzej First, mistrz kick-boxing i właściciel pierwszej szkoły walki SMOK. Był również bramkarzem w jednym z krakowskich klubów i sprzeciwiał się bardzo rozprowadzaniu narkotyków w dyskotekach. Nie wiadomo do dzisiaj kto 20 razy pchnął go nożem i zabił. Kibicowanie wtedy zrobiło się już bardzo niebezpieczne. Gangsterzy wyczuli doskonały moment i siłę fanatycznych kibiców na robienie interesów. Policja wtedy tak zwariowała, że prawie każde pobicie, każda awantura i morderstwo na mieście przypisywane było porachunkom kibicowskim, co w 50% tylko było zgodne z prawdą.

Jeżeli chodzi o ustawki, to specjalistą w tej dziedzinie był kiedyś „Rybak” z Gdyni. Poznałem go kiedyś podczas jakiegoś meczu w Krakowie, a właściwie po meczu podczas popijawy zwanej przez jednego ze znanych redaktorów 'bajlando’, ponieważ jak wiadomo Cracovia ma już długoletnią sztamę z Arką. Facet skupiał wtedy wokół siebie grupę chłopaków ściśle związanych z sekcją rugby w Arce. Był ich nieformalnym liderem i miał pojęcie na temat bicia po mordzie. Na tamte czasy była to chyba jedna z najlepszych ekip w Polsce, jeżeli chodzi o ustawki i zwykłe napierdalanki po, lub przed meczami. Mieli oni wtedy przewagę nad innymi ekipami, ponieważ z racji uprawiania rugby odbywali regularne treningi. Nie była to przypadkowa grupa chłopaków, tylko wyszkolony oddział. Mało kto chciał z nimi spotkać się na tzw. ustawce. Niewiele pamiętam takich ustawek umówionych, ponieważ zawsze z jakiegoś powodu były odwoływane. Większość odbywała się po meczach, dogadywane były na 'gorąco’. Raz, pamiętam, jak wracaliśmy z meczu w Gdyni pociągiem i ktoś umówił ustawkę z kibicami jednego z klubów w woj. łódzkim. Mieliśmy wtedy przesiąść się w Łodzi do pociągu jadącego w stronę Sieradza i w miejscowości Poddębice zaciągnąć hamulec ręczny w pociągu i tam miało dojść do konfrontacji. Całe szczęście, że kilku chłopaków pojechało tam wcześniej samochodami i uprzedzili nas, że na miejscu nie ma żadnych kiboli tylko kilkanaście radiowozów policji i żeby nie wysiadać. Policja doskonale znała nasze plany i czekała na nas. Po jakimś czasie dowiedzieliśmy się, że miała to być zemsta, ponieważ jakiś czas wcześniej kibice tego klubu dostali ciężki łomot w Krakowie.

Jeżeli chodzi o sztamy i zgody między klubami, to jest to bardzo 'pokręcony’ temat. Większość zgód i sztam była i jest robiona z potrzeby chwili, a dokładniej mówiąc chodzi o 'interesy’. Tak jak np. Wisła zerwała sztamę z Lechią, a zawarła z Ruchem, bo bliżej i teraz okazało się, że do aresztowania 'Miśka’ we Włoszech przyczynił się jeden z przywódców 'psycho-fans’ (bojówka Ruchu) i już po sztamie. Wszystko zmienia się jak w kalejdoskopie. Jest również dużo takich sytuacji jak np. zgoda Cracovii z Koroną Kielce kiedyś. Wiadomo od dawna, że Cracovia ma długoletnią sztamę z Arką i Lechem. Kiedyś po jednym meczu w Kielcach (Korona-Lech) doszło do zadymy między kibicami z Kielc i Poznania. Jak to przeważnie bywa w takich sytuacjach po meczu we wszystko wtrąciła się policja i nie wiadomo, dlaczego ruszyła tylko w stronę kibiców Lecha. Tak to dziwnie wyglądało, jakby policja i kibice Korony wspólnie atakowali kibiców Kolejorza. Było kilka aresztowań, a na koniec kibice Cracovii dostali ultimatum od kibiców Lecha, że albo oni albo Korona. Oczywiście nikt nie przełożył jakiejś dziwnej zgody z Koroną zrobioną dla potrzeby chwili (pewnie narkotyki w Kielcach były trochę tańsze wtedy) nad długoletnią sztamą z Lechem…

Po meczu Cracovia – Legia. „Nie wiem, co mogę powiedzieć. Wszyscy widzieliśmy, co działo się na boisku”

Legia Warszawa przegrała 0:1 z Cracovią w wyjazdowym meczu 17. kolejki PKO Bank Polski Ekstraklasy. Gola dla gospodarzy strzelił w 20. minucie Pelle van Amersfoort. Po meczu krótkich wypowiedzi udzielili szkoleniowiec stołecznego zespołu Marek Gołębiewski oraz Maik Nawrocki.

Trener Marek Gołębiewski:

– Przegraliśmy bardzo ważny mecz. Dla nas jest to kolejna porażka na wyjeździe. Ta zła seria cały czas trwa.

– Straciliśmy bramkę po stałym fragmencie i nie zdołaliśmy zmienić losów spotkania. Wyjeżdżamy stąd bez punktów.

– Zmiana Mateusza Hołowni była podyktowana wprowadzeniem na boisko zawodników bardziej ofensywnych.

Maik Nawrocki (zawodnik Legii):

– Nie wiem, co mogę powiedzieć. Wszyscy widzieliśmy, co działo się na boisku. Straciliśmy głupią bramkę, po stałym fragmencie gry. W pierwszej połowie graliśmy lepiej, po przerwie nie mieliśmy już zbyt wielu sytuacji.

 Próbujemy grać kombinacyjnie, bez strat, a później tracimy gola. Nie może tak być. Musimy być bardziej skoncentrowani.

– Szukaliśmy gola, ale nie stworzyliśmy zagrożenia. Czasem musimy szukać prostszych rozwiązań. Nie przespaliśmy pierwszej połowy, walczyliśmy, ale nie udało się. Wiemy, co musimy zrobić.

Cracovia – Legia Warszawa 1:0 (1:0)

Gol: van Amersfoort (20’)

Żółte kartki: Hanca (9’), Siplak (33′), Lusiusz (35’), van Amersfoort (90′ +5′) – Luquinhas (15’), Wieteska (41’), Josue (90′ +5′)

Cracovia: Nieczycki – Rapa, Jugas, Siplak – Kakabadze, Lusiusz (Rassmussen 46′), van Amersfoort, Pestka, Hanca, Myszor (Rakoczy 74′) – Piszczek (Rivaldinho 57′)
Rezerwowi: Bracik, Hrosso, Knap, Loshaj, Rocha, Rakoczy, Rassmussen, Rivaldinho, Sadiković

Legia: Boruc – Nawrocki, Wieteska, Hołownia (Nawotka 46’), Ribeiro – Josue, Slisz – Skibicki (Gomes 46’), Luquinhas (Ciepiela 76′), Mladenović (Pekhart 68)’ – Emreli (Włodarczyk 58’)
Rezerwowi: Miszta, Martins, Pekhart, Kharatin, Celhaka, Włodarczyk, Gomes, Nawotka, Ciepiela

Źródło: Biuro Prasowe Legii Warszawa

fot. Mateusz Kostrzewa / Legia.com

Skład Legii Warszawa na mecz z Cracovią. Setny występ Artura Boruca

Poznaliśmy składy na niedzielny mecz PKO BP Ekstraklasy, w którym Cracovia podejmie zespół warszawskiej Legii.

Mistrz Polski ma obecnie na koncie 12 punktów i zajmuje szesnaste miejsce w tabeli Ekstraklasy. Cracovia zdobyła do tej pory 20 „oczek” i plasuje się na dwunastej pozycji.

W porównaniu do pucharowego spotkania z Motorem Lublin (2:1) w składzie Legii pojawili się Filip Mladenović i Mahir Emreli.

Artur Boruc rozegra dziś mecz numer w barwach Legii Warszawa w ekstraklasie.

Legia Warszawa: Boruc; Nawrocki, Wieteska, Hołownia, Ribeiro, Skibicki, Slisz, Josue, Luquinhas, Mladenović, Emreli.
Ławka rezerwowych: Miszta, Martins, Pekhart, Charatin, Celhaka, Włodarczyk, Gomes, Nawotka, Ciepiela.

Źródło: Legia Warszawa

Fot. Mateusz Kostrzewa

Trener Gołębiewski przed meczem Cracovia – Legia. „Mamy teraz możliwość doboru najlepszych zawodników”

Marek Gołębiewski, szkoleniowiec warszawskiej Legii odpowiadał na pytania dziennikarzy przed wyjazdowym meczem 17. kolejki PKO Bank Polski Ekstraklasy z Cracovią.

Trener Marek Gołębiewski:

– Wszystko teraz zależy od Szymona Włodarczyka. Nasz młody napastnik dostał w Lublinie swoją szansę i ją wykorzystał. Mamy w kadrze też innych zawodników, którzy ciężko pracują i rywalizują ze sobą. Pamiętajmy, że rywalizacja jest najlepszym czynnikiem do podnoszenia umiejętności. Szymon nie złożył broni i cieszę się, że zdobył bramkę. W Krakowie ma taką samą szansę na występ jak Tomas Pekhart, czy Mahir Emreli.- Rozmawiałem z Mahirem Emrelim i Tomasem Pekhartem. Napastnik zawsze musi mieć czystą głowę, aby starał się wykorzystać każdą sytuację. Nie może też myśleć o tym, że za wszelką cenę musi zdobyć bramkę. Mam nadzieję, że forma strzelecka tych zawodników jak najszybciej się poprawi.

– Igor Kharatin normalnie trenował z drużyną. Niestety, Andre Martins ma podkręcony staw i nie wiem, czy zdąży się wyleczyć do niedzieli. Na czwartek szykujemy natomiast Mattiasa Johanssona i Lirima Kastratiego, aby byli w pełni gotowy na rywalizację ze Spartakiem.- Chcę wygrywać wszystkie mecze. Każdy mecz jest dla nas najważniejszy, jesteśmy w Legii Warszawa. Spodziewam się bardzo trudnego spotkania. Cracovia ostatnio przegrała z Wisłą Płock i na pewno u siebie będzie chciała zdobyć punkty. Jedziemy na trudny teren, ale chcemy wystawić najlepszy możliwy skład i po prostu wygrać. Zawodnicy Legii są profesjonalistami i wiedzą, jak się przygotować pod kontem tego spotkania. Moi piłkarze muszą być gotowi do gry. Nie ma czasu do zastanawiania się i odpoczynku. Odpoczniemy dopiero po 19 grudnia.

– Jest kilka pomysłów na prawą obronę. Wiem, że nie jest to pozycja Maika Nawrockiego. Mamy jeszcze Tomka Nawotkę i Kacpra Skibickiego. Musimy wybrać najlepszą opcję, która da nam punkty.

– Znam Kacpra Kostorza bardzo dobrze, grał u mnie w rezerwach. Uważam, że to bardzo dobry zawodnik, tylko ma ogromnego pecha. Ma złamaną rękę, ale cały czas się ona nie goi. Badamy krew i mikroelementy we krwi, które odpowiadają za zrastanie kości, ale ręka nie chce się goić. Podjąłem decyzję, że nie wyjdzie dziś na trening. Pracuje na rowerku, gdzie ta ręka nie jest tak obciążona. Na tę chwilę jest kontuzjowany i nie mogę go brać pod uwagę.

– Mamy teraz ze sztabem możliwość doboru najlepszych zawodników. Mladen i Mahir Emreli grali z Motorem 45 minut, to był specjalny zabieg, aby złapali oddech. Będę też myślał w ten sposób przy doborze składu na Cracovię, by mieć wypoczęty zespół. Mam nadzieję, że na czwartek gotowi będą Mattias Johansson i Lirim Kastrati, będę mógł też skorzystać z Rafaela Lopesa. Kadra będzie z pewnością szersza, a pole manewru większe.

– Artur Boruc trenował dziś w siłowni, a także z fizjoterapeutami, ponieważ cały czas odczuwa ból pleców, a chcemy by zawsze był gotowy. Jutro będzie z nami trenował na boisku.

Źródło: Biuro Prasowe Legii Warszawa

Oficjalnie: Cracovia zatrudniła nowego szkoleniowca. Powrót do klubu po 4 latach

Jacek Zieliński oficjalnie trenerem Cracovii. W środę klub opublikował oficjalny komunikat, w którym poinformowano, że szkoleniowiec wraca do pracy z zespołem po czterech latach przerwy.

Przed czterema laty, gdy Michał Probierz zajął stanowisko trenera Cracovii, przejął zespół właśnie od Jacka Zielińskiego. W środę role się odwróciły.

– Bardzo się cieszę, że mogę być znowu z Wami. Przeżyłem w Cracovii fantastyczne chwile i nie mogę się doczekać ponownego spotkania oraz pierwszego meczu po powrocie. – powiedział klubowym mediom Jacek Zieliński po podpisaniu umowy.

Jacek Zieliński prowadził Cracovię w latach 2015-17. W pierwszym roku swojej pracy trenerowi udało się uratować klub przed spadkiem z ekstraklasy. W następnym sezonie zespół zajął czwarte miejsce w lidze i awansował do eliminacji Ligi Europy, gdzie lepsza od „Pasów” okazała się macedońska Szkendija Tetowo.

„Zespół pod wodzą szkoleniowca pozostawał także niepokonany w Wielkich Derbach Krakowa, dwukrotnie zwyciężając oraz dwa razy remisując” – czytamy na stronie klubu. 

Po odejściu z Cracovii trener Zieliński prowadził Bruk-Bet Termalicę Nieciecza (spadek z ekstraklasy w 2018 roku), następnie Arkę Gdynia. Od października 2019 roku 60-latek pozostawał bez klubu. 

Źródło: Cracovia

„Duch sportu” w meczu Centralnej Ligi Juniorów. Młodzież umiejętnie uczy się „wałków” (WIDEO)

Piotr Wołosik, dziennikarza „Przeglądu Sportowego” zaprezentował na Twitterze filmik z meczu Centralnej Ligi Juniorów U-18 pomiędzy Arką Gdynia i Cracovią. Padł rezultat bezbramkowy, a tym samym z ligi spadła warszawska. Młodzież zaprezentowała prawdziwego „ducha sportu”. Żenada.

Czytaj dalej „„Duch sportu” w meczu Centralnej Ligi Juniorów. Młodzież umiejętnie uczy się „wałków” (WIDEO)”

Oświadczenie Michała Probierza w sprawie jego przyszłości w Cracovii. „Chciałbym przeprosić całą społeczność klubu za powstałe zamieszanie”

Michał Probierz jednak zostaje w Cracovii! Krakowski klub opublikował na swojej stronie internetowej oświadczenie swojego trenera i wiceprezesa.

Czytaj dalej „Oświadczenie Michała Probierza w sprawie jego przyszłości w Cracovii. „Chciałbym przeprosić całą społeczność klubu za powstałe zamieszanie””

Zamieszanie przed finałem PP! Autokar z rodzinami piłkarzy zawrócony. Lechia Gdańsk wydała oświadczenie

Lechia Gdańsk musiała podjąć decyzję o zawróceniu autokaru wiozącego żony i partnerki piłkarzy oraz pracowników klubu na mecz finału Pucharu Polski do Lublina. Klub wydał w tej sprawie oświadczenie.

Autokar wiozący żony i partnerki piłkarzy oraz pracowników klubu, został zawrócony do Gdańska. Powodem takiej sytuacji był telefon do jednej z osób, jadących na mecz finałowy, z informacją, że 9 dni temu miała kontakt z osobą, u której potwierdzono zakażenie koronawirusem. Lechia Gdańsk wydała w tej sprawie oświadczenie.

Oświadczenie Lechii Gdańsk ws. powrotu autokaru

W związku z pojawiającymi się informacjami o przerwaniu podróży autokaru, którym podróżowały rodziny zawodników oraz pracownicy i współpracownicy naszego klubu, Lechia Gdańsk potwierdza, że ze względów bezpieczeństwa zdecydowała się na zawrócenie autokaru do Gdańska.

Powodem takiej decyzji była telefoniczna informacja przekazana jednemu z podróżujących przez SANEPiD. Osoba ta została poinformowana, że 9 dni wcześniej miała kontakt z osobą, u której następnie stwierdzono COVID-19. Inspektor Sanitarny po wywiadzie telefonicznym uznał, że charakter kontaktu nie stanowił podstawy do podjęcia decyzji o objęciu tej osoby kwarantanną.

Osoba ta bezpośrednio po rozmowie z SANEPiD-em skontaktowała się z zarządem klubu. Mimo potwierdzenia przez SANEPiD, że wszystkie osoby znajdujące się w autokarze mogą kontynuować podróż i zasiąść na trybunach Areny Lublin podczas finału Pucharu Polski, zarząd klubu zdecydował, aby – dla absolutnej pewności bezpieczeństwa zawodników i kibiców – wszystkie osoby podróżujące tym autokarem wróciły do domów. Jednocześnie podkreślamy, że osoba, która miała styczność z osobą zakażoną, nie miała bezpośredniego kontaktu z piłkarzami.

******

Finał PP pomiędzy Lechią i Cracovią ma się rozpocząć zgodnie z planem o godzinie 20.

Uchwała Rady Sportu Gminy Miasta Tarnowa: Pełne poparcie dla Unii

Rada Sportu Gminy Miasta Tarnowa w uchwale z 5 czerwca wyraziła pełne poparcie dla „Jaskółek” odnośnie starań klubu o rozegranie meczów barażowych o awans do III ligi w terminach czerwcowych.

Jak już kilkakrotnie informowałem, Unia Tarnów rozegra mecze barażowe o awans do III ligi z rezerwami Cracovii. Klub z Tarnowa chce rywalizować w terminach 23 i 27 czerwca. „Pasy” optują za grą w drugiej połowie lipca. Decyzję ma podjąć Małopolski ZPN.

Dziś Rada Sportu Miasta Tarnowa wyraziła całkowite poparcie dla Unii w jej staraniach.

Rada Sportu wyraża zdecydowane poparcie dla stanowiska Klubu Sportowego ZKS Unia Tarnów, dotyczącego rozegrania meczów barażowych o wejście do III ligi piłki nożnej mężczyzn we wcześniej wyznaczonych terminach, to jest 23 i 27 czerwca 2020 roku, kierowanego do Małopolskiego Związku Piłki Nożnej w Krakowie – czytamy w uchwale podpisanej przez przewodniczącego Rady Marka Niemczura oraz jej sekretarza Marka Barana.

Grzegorz Sawicki

Marcin Malawko o meczu Jagiellonia Białystok – Cracovia

Czytaj dalej „Marcin Malawko o meczu Jagiellonia Białystok – Cracovia”